Szlakiem Legionów Polskich na Wołyniu. Cz. II

/ 3 odpowiedzi

 Wracamy na nocleg milcząc przez całą drogę. Rano, 3 maja, w święto narodowe zapalamy znicze w „Polskim lasku”, chwila modlitwy i w drogę, na południe. Przed nami Dubno, Krzemieniec, Beresteczko. Na lasem, kracząc znów krąży wielki kruk. Pan Jarek mówi, że pojawia się za każdym razem, gdy ktoś odwiedza to miejsce. Podobno to duch któregoś z legunów, który trzyma wartę nad swoimi kolegami.   

WachmistrzKOP


Mogę powiedzieć tylko tyle: z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i bardzo liczę, że nastąpi. (2012/05/28 15:39)

kuba18


Bardzo ciekawa relacja, zwłaszcza, że z tych miejsc, które miałem okazję zwiedzać pod sam koniec ZSRR. Dużo od tej pory zrobiono, aby pamięć nie zaginęła. Wspomniano tu Przebraże, gdzie była polska wieś obronna, która wytrzymała ataki UPA. Niedaleko była nad Horyniem słynna Janowa Dolina - ogromne państwowe kamieniołomy bazaltu i wzorcowe osiedle robotnicze wybudowane według jednego planu przez władze II RP. W Wielki Piątek 23.04.1943 roku na niespodziewających się niczego złego mieszkańców napadła banda UPA, która wymordowała prawie wszystkich Polaków, oraz tych Ukraińców, którzy im sprzyjali. Nota bene przed wojną po Horyniu pływały z Pińska parostatki pasażerskie z muzyką dla wycieczek i statki towarowe. (2012/06/08 22:48)

kuba18


Muszę się sam poprawić, bo z tą żeglugą po Horyniu z Pińska to trochę przesadziłem. Żegluga była możliwa, ale z Pińska nieregularnie. Natomiast po wsławionym przez Legionistów Styrze, żegluga wycieczkowa z Pińska aż do Łucka odbywała się dość regularnie. Trwało to około 30 godzin w jedną stronę. (2012/06/09 14:44)