Strzelcy Piłsudskiego Julianów Bolimów 1914

/ 7 odpowiedzi
ArturSz


Tak było, chodzi o tzw oddział detaszowany. O ile tzw kolumna główna biła się na Kielecczyźnie i ten region kraju bardzo silnie kojarzymy z działaniami I Brygady w roku 1914 o tyle oddział detaszowany na przełomie pazdziernika i listopada 1914 ( stąd płaszcze we wspomnieniach )odbywał marsze i boje w szerokim pasie na zachód od Łodzi. Odział detaszowany   walczył taże pod Łęczycą, Piątkiem, Łowiczem - tak doskonale nam znanymi z Bitwy nad Bzurą w 1939 roku.
Miejsc bitew legionistów nad Bzurą i Rawka jest wiecej nż wymieniłem ( piszę z pamięci) a jest mapa ilustrujaca szlak bojowy tego oddziału bitwy i potyczki w pracy zbiorowej pt "Legenda Legionów" wyd Demart. Mozna tam tez przeczytać o umocowaniu oddziału detaszowanego w strukturza działajacych na tamtym obszarze wojsk państw centarlnych ( był tam tez delegowany odział austrowęgierski) ale tu moja pamięć się kończy i nie rozwinę teraz tego dalej. (2014/12/29 11:30)

darda


Był to II batalion I brygady (początkowo pod dowództwem Mieczysława Norwid-Neugebauera, później Józefa Olszyny-Wilczyńskiego)  i 1 szwadron Beliny. Polacy weszli w skład mieszanego austriacko-niemiecko korpusu kawalerii gen. Kordy., byli taktycznie podporządkowani 7 dywizji kawalerii austriackiej. Celem detaszowania II batalionu i Beliniaków było uczestnictwo oddziałów polskich w planowanym zajęciu Warszawy, które niestety odwlokło się o niemal cały rok. (2014/12/29 20:32)

Piotr Radziejowice


W moich poszukiwaniach,  dotyczących  losów Mszczonowa w okresie I wojny  udało mi się  znaleźć wzmiankę,    dotyczącą przemarszu przez miasto  Strzelców Józefa Piłsudskiego. Miało on miejsce w październiku 1914 roku, kiedy to Niemcy rozpoczęli właśnie odwrót spod Warszawy.  O przejściu Strzelców  przez Mszczonów wspomina  Mieczysław Norwid –Neugebauer, który był wtedy w stopniu majora-  dowódcą II baonu 1 pułku strzelców. Gdy spisywał swoje wspomnienia w okresie dwudziestolecia międzywojennego miał już  stopień generała dywizji i pełnił funkcję  inspektora armii. Wspomnienia te zostały pierwotnie zamieszczone w publikacji  „Ziemia Łęczycka żołnierzom niepodległości” (Łódź 1937), zaś  obecnie umieszczono je książce pt. „Walki w okolicach Łodzi 1914 r. Relacje uczestników i świadków”. Pozycję    wydano nakładem Mariusza i Marcina Janowskich (Wydawnictwo ReMEDIA).

 * * *

 l P. P. LEGIONÓW POD  ŁĘCZYCĄ I GOSTKOWEM


  1914 r. Komendant Józef Piłsudski odkomenderował II baon l p. strzelców do 7 dyw. kawalerii austriackiej. Był to okres ofensywy armii Hindenburga na Warszawę. Na mocy tego rozkazu, by dogonić kawalerię, znajdującą się w okolicach Radomia, II baon odbył drogę z miejscowości Prusy w Sandomierskim przez Ćmielów, Ostrowiec, Brody, Radom, Grójec, Mszczonów. Tu został zawrócony z marszu na Żyrardów, Wiskitki, Szymanów i dnia 20 października 1914 r. osiągnął Skierniewice, łącząc się z 7 dyw. kawalerii, która wraz z 38 bryg. saską strzelców konnych i bryg. Landsturmu gen. Hoffmanna tworzyła korpus pod dowództwem gen. Kordy, z zadaniem osłony skrzydła armii niemieckiej znajdującej się już w odwrocie spod Warszawy.

   ppor.   Złom   (Macko),   ppor.   Czarny (Krzyżanowski), ppor- Rogoziński (Hałaciński), ppor. Nowowiejski (Gluth), ppor. Stary (Dobaczewski), ppor. Perkun (Klaczyński). Również ustaliłem nazwiska następujących sierżantów, którzy zapewne byli dowódcami plutonów lub pełnili funkcje samodzielne w poszczególnych działaniach: Koneczny, Gad (Dobrodzicki), Moch (Janicki), Charzewski, Romocki (Malicki), Olek (Myszkowski). Dowódcą baonu był mjr Norwid-Neugebauer, adiutantem ppor. Mieczysławski (Brodowski), lekarzem baonu por. dr E. Piestrzyński zaś lekarzami oddziałów byli dr J. Konopnicki i dr Zamojski, funkcje dowódcy taboru i oficera żywnościowego pełnił sierżant Rapid (Mikulski).

(2014/12/31 02:32)

meteor2017


No to może kilka zdjęć tej kaplicy i tablic (powiększenia po kliknięciu w miniatury):




Jakiś czas temu znalazłem w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej kwartalnik Gronie z 1939r., w którym jest opisana przez jednego z uczestników potyczka pod Bednarami i Julianowem ("Wspomnienia z pierwszej ofensywy na Warszawę"). (2015/01/03 23:04)

jazlowiak


Na Warszawę szliśmy forsownymi marszami - napisał ówczesny sierżant Adam Dobrodzicki - Było to w październiku. Błoto na bezdrożach radomskiej ziemi i niedostatek z powodu trudności dostaw, mimo dobrego zaopatrzenia prowiantowych taborów, dawały się silnie we znaki. Ale przeciwważył je zapał. Bo dla żołnierza najlepszym wzmocnieniem jest jeno rozkaz: „naprzód". Był to bowiem marsz upragniony. Nie znaczy to, aby Warszawa była nam celem. Ona była nam środkiem. Pragnieniem naszym było wziąć Warszawę, aby wzięcie Warszawy było narodowi rozkazem do czynu. Byliśmy bowiem tym tysiącem, który wierzył w naród wbrew jemu samemu; widzieliśmy go czynnym już wtedy, gdy leżał w upokarzającym niewolnictwie oczekiwania, i wtłaczaliśmy w niego naszą czynną wolę. Bo szliśmy przez kraj przerażony gospodarką wszystkich zarówno systemów; (...) szliśmy przez kraj naprawdę rozebranego narodu. Ale ci chłopcy wiejscy, którzy wstępowali w nasze szeregi, i te kobiety, które od pól ziemniaczanych błogosławiły nas „Częstochowską", kazały nam wierzyć głęboko, że żyje w narodzie prawość, która krwią zapieczętuje prawa tej ziemi.Usposobienie w naszych szeregach było dobre. Niosły nas głowy rozpalone marzeniami. Dzień za dniem spływał w jednostajnym marszu. Ramiona, znużone dźwiganiem bagażu, i gorączka wyczerpania, wyryta na twarzach, podnosiły jeno pragnienie, aby nareszcie przyszło do bitwy w miejsce monotonności pochodu. I każdy nowy wiorstowy słup lub nasze polskie sosnowe zagaję na piaszczystej wydmie wyrywały z szeregów radosną piosnkę żołnierską. I tak było trzy tygodnie. I byłoby tanim oszukaństwem przeczyć, że głęboki smutek przeszedł przez nasze szeregi, kiedy, zamiast udziału w ataku na Warszawę, przypadło nam stanąć jako straż u mostu łowickiego w chwili odwrotu spod stolicy. Wiedzieliśmy dobrze, że odwrót, nawet chwilowy, strategicznie nawet najkorzystniejszy (jakim się ten właśnie istotnie okazał już w najbliższych tygodniach), złym dniem będzie dla naszej sprawy, dla wyrwania narodu z bierności.(...) Trudno dziś określić, czy branie Warszawy było w planie, tak drobne stosunkowo siły poszły w tym kierunku. (...) Gwałtowny atak trzech saskich korpusów był tak niespo­dziany i tak wymykający się spod wszelkich formułek i szablonów i niósł z sobą tyle brawury w inwencji i stanowczości, że łatwo mógł się zakończyć zajęciem stolicy. Dla obrony Warszawy natychmiast cofnięto wojska, które od północy zaczęły oskrzydlać teren Królestwa. Lecz walka się przedłużała. I mimo dobrego przebiegu, z powodu ponownego oskrzydlenia i licznej przewagi, na całym froncie odwrót nastąpić musiał.(...) Tymczasem batalion drugi zdążył do Łowicza właśnie dnia tego, kiedy kawaleria nieprzyjacielska zdołała na tej linii front przełamać. Wojska niemieckie cofnęły się na Łódź. Drobne jeno siły saskie z dywizją krakowskiego korpusu, odcięte na północ od Łowicza, musiały się przemknąć wzdłuż bagien Bzury i frontu rosyjskiego przeforsowanej już Wisły między Modlinem a Włocławkiem. Osłona odwrotu tych sił właśnie przypadła naszemu batalionowi. Batalion nasz bowiem musiał się zatrzymać pod Łowiczem, zanim mógł odpłynąć w kierunku zachodnim. Zadaniem jego była tu ochrona przeprawy przez rzekę. Część więc broniła samego mostu, część zaś zastaw na rzece, które miały spowodować wylew i tak już obfitej wody i zabezpieczyć jeszcze bardziej teren środkowego Królestwa od strony północy. Bednary i Bełchów, Łowicz, Maurzyce i Zduny były świadkami trzydniowych walk. Kiedy zaś cel walk pod Łowiczem był już osiągnięty i cała armia spokojnie już odpłynęła, nocnym marszem, polnymi drogami przemknęliśmy się pod Kutno. Stąd, zmusiwszy wraz z krakowskimi ułanami nieprzyjaciela do rozwinięcia linii bojowej, szybkim marszem cofnęliśmy się na Łęczycę. Krok w krok za nami postępował kawaleryjski korpus generała  Nowikowa.

 

W Ćmielowie - jak wspominał w latach trzydziestych XX wieku płk Józef Gigiel - Meluhowicz - ówczesny dowódca baonu mjr Norwid, dzisiejszy generał dywizji i inspektor armii, otrzymał rozkaz przydzielający nas do armii niemieckiej, która dążyła pod Warszawę. Forsownymi tedy marszami, przeciętnie 40 km dziennie, rwaliśmy przez Radom i Białobrzegi do Grójca. Świadomie użyłem słowa „rwaliśmy", gdyż za porywem serca i duszy posłusznie nadążały nogi, a usłużna wyobraźnia iściła sen ojców. Jednak od Grójca coś się popsowało, bo zaczęliśmy kołować przez Mszczonów, Skierniewice pod Bolimów, I tu baon otrzymał chrzest ogniowy, a przy łunie palących się Skierniewic młody żołnierz odchodząc w  tył mógł  się  przekonać o zmienności losów na wojnie.

(2015/01/04 10:51)

jazlowiak


300 metrów.

(...)

(2015/01/04 10:53)

Ryszard C


Piękne opisy...trzeba się wiec szykować na marsz 31-go. (2015/01/12 16:52)