Reims 1814 - 2014

/ 1 odpowiedzi

   Po raz wtóry w tej kampanii, wojska Dywizji XW ruszyły w pole. Tym razem celem było Reims. Dnia 5 kwietnia 2014 r. busami z Warszawy i Krakowa podążyło 21 żołnierzy
i 2 markietanki z 2pp,7pp i 12pp pod dowództwem szefa batalionu W. Zubka. Zanim osiągnięto stolicę Szampanii, dwa przystanki: Muzeum Techniki w Sinsheim (ze wszech miar godne polecenia, zwłaszcza dla miłośników motoryzacji, lotnictwa oraz II wojny światowej) oraz tyleż ciekawe, co przygnębiające pole bitwy pod Verdun. Na wieczór stanęliśmy w Tinqueux, płd.-zach. dzielnicy Reims, gdzie 13 marca 1814 r. wojska napoleońskie (w tym Polacy) pod wodzą Cesarza, starły się w zwycięskiej bitwie z rosyjsko-pruskim korpusem generała St.Priesta. Namioty rozbiliśmy na trawnikach tamtejszego centrum rekreacji (w pobliskiej hali sportowej czekała nas wspaniała diorama bitwy pod Waterloo), pośród obsypanych hojnie białym, żółtym i różowym kwieciem, drzew i krzewów.

Sobotni plan przewidywał przedpołudniowe ćwiczenia oraz bitwę. Nasze 2 sekcje tworzyły 3-ci pluton 100-osobowego batalionu B; pozostałe 3 plutony utworzyli żołnierze 4 i 8 pułku lekkiego oraz liniowych 4, 8, 37, 40, 67, 96 i 3 szwajcarskiego (niestrudzony dobosz).
Na nieodległym polu bitwy stanęło do boju, łącznie ok. 500 żołnierzy. Stroną francuską dowodził  w otoczeniu sztabu i świty Cesarz Napoleon, Sprzymierzonymi feldmarsz. Blucher. Wśród naszych wojsk pokaźną część stanowiła Gwardia; pięknie przedstawiała się kawaleria (szaserzy, szwoleżerowie i huzarzy), którzy niestety na zbyt małym polu bitwy, nie mogli dostatecznie rozwinąć „skrzydeł” przeciw licznym Kozakom (łącznie ok.40 koni).
Po stronie sprzymierzonych wyróżniał się batalion rosyjskiej Gwardii, z którym przyszło się nam potykać. Po przełamaniu oporu wroga, puściliśmy się za nim w pogoń, którą zakończyliśmy dopiero pod wieżami, skąpanej w późno popołudniowym słońcu, katedry
w Reims. Wieczorem, narastające uczucie głodu zebrało nasz oddział przy obozowym ognisku, gdzie ochoczo przystąpiono do smażenia zdobycznego mięsiwa. W dobrych humorach,
z pełnymi żołądkami, podziwialiśmy pokaz ogni sztucznych.

Nazajutrz, miast zwyczajowych ćwiczeń, zaserwowano nam kilkukilometrowy przemarsz ulicami miasta (na szczęście dobosz nie stracił formy) do Parku la Haubette, gdzie u stóp pomnika przywołującego wydarzenia sprzed 200 lat, w oprawie muzycznej dwóch orkiestr wojskowych Cesarz dokonał przeglądu wojsk. Maszerująca kolumna wojska wywoływała entuzjazm wśród szpalerów zgromadzonych mieszkańców, pośród których nie brakło naszych rodaków.

Wróciwszy do obozu przyszło nam zakosztować tamtejszej kuchni, choć nie wszystkim przypadła ona do gustu (na marginesie pochwała dla organizatorów za logistyczne zabezpieczenie imprezy). Niebawem znajomy dobosz uderzył w werbel – po raz wtóry ruszyliśmy w bój. Mimo, że scenariusz był bardzo podobny, bitwa zdała się wszystkim ciekawsza, barwniejsza i bardziej dynamiczna od poprzedniej; oddziały lepiej współdziałały; aby zaskoczyć przeciwnika(tudzież widownię i organizatorów) żołnierze z naszego plutonu (akcją kierował szef drugiej sekcji adj.-podof. Johnny) zbudowali naprędce dodatkową przeprawę przez rzekę Vesle, co odciążyło jedyny most w centrum pola walki; mimo kontrakcji wroga, kolejnym plutonom udało się przejść na druga stronę; pośród walczących żołnierzy, uwijał się w swym zakrwawionym fartuchu chirurg wojskowy; dokazywała kawaleria, a wrogi moździerz co chwilę wypuszczał w niebo atomowego grzyba…

     Niestety słońce chyliło się już ku zachodowi i nie było czasu na rozpamiętywanie bitwy. Przed odjazdem, każdego żołnierza obdarowano jeszcze fotograficzną pamiątką (dzień wcześniej przeprowadzono sesję zdjęciową) oraz butelką tamtejszej specjalności. Niebawem ruszyliśmy w monotonią drogę powrotną, którą urozmaiciliśmy odwiedzinami w Muzeum Napoleońskim w Witaszycach.         

 

 Spisał i opatrzył zdjęciami

   adiutant Sztabu Dywizji

fizylier Andrzej Chyra (12ppXW)