Radziecka broń jądrowa w Polsce w latach 1967-1989

/ 4 odpowiedzi

Artykuł dr. Michała Trubasa . Oficera wojsk rakietowych . W 1975 roku przyjął ode mnie dowodzenie  5 bs 17 drot - 2 Armijnej Pomorskiej Brygady Rakiet Operacyjno-Taktycznych w Choszcznie. Po ukończeniu radzieckiej Akademii Wojskowej  pełnił w wysokim stopniu pułkownika najwyższe stanowiska w Brygadzie. Znawca broni rakietowej. Po wojsku wykładowca na uczelniach cywilnych. Historyk. Podaję bez zmian w tekście i przypisów. Tekst oryginalny.

************************************************************************


Dr. hab. Michał Trubas


Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego


 


Radziecka broń jądrowa w Polsce w latach 1967-1989.


 


            Lata 1945-1989 to okres w militarnej historii naszego kraju, a także innych narodów, państw i organizacji międzynarodowych, obfitujący w zagadnienia nie wyjaśnione przez historyków w dostatecznym stopniu. Uzasadnia to kilka czynników. Przede wszystkim względnie krótka perspektywa czasowa i związana z tym niedostępność wielu materiałów archiwalnych. Po wtóre - część, wydaje się znaczna, przyjętych wówczas koncepcji i praktycznych rozwiązań zachowała aktualność, co ogranicza możliwości ich badania. Po trzecie wreszcie - w interesie bieżącej polityki nie leży jednoznaczne wyjaśnienie wszystkich problemów, bowiem ograniczyłoby to ich nośność propagandową.


            Zarysowane wyżej uwarunkowania w pełni odnoszą się do licznych aspektów działalności Układu Warszawskiego. W warstwie politycznej funkcjonowanie paktu jest, jak się wydaje, wyjaśnione co najmniej dostatecznie[1]. Gorzej natomiast poznane i opisane są czysto wojskowe zagadnienia szczegółowe: koncepcje prowadzenia wojny i ich ewolucja, przewidywane zadania zgrupowań strategicznych i związków operacyjnych, organizacja systemu dowodzenia i współdziałania. Zgodnie stwierdzają to specjaliści, którzy podjęli badanie tych tematów[2]. Przyczyny tego zjawiska są oczywiste: utrzymywanie przez Związek Radziecki swoich planów i praktycznych rozwiązań w najgłębszej tajemnicy, nawet przed kierownictwami sił zbrojnych państw sojuszniczych, w tym także Polski. Ten absurdalny reżim tajemnicy służył miedzy innymi podkreśleniu hegemonistycznej pozycji ZSRR. Postępowanie takie upośledzało działalność paktu. I choć wysuwane były sugestie, także przez Sztab Generalny Wojska Polskiego[3], uczynienia koalicji bardziej symetryczną, praktycznie do końca jej istnienia radzieckie kierownictwo polityczne i wojskowe nie zmieniło swych arbitralnie przyjętych zasad.


            Współcześnie niedostatek, a nader często także praktyczny brak, udokumentowanej informacji sprzyja powstawaniu legend i mitów, tworzonych i upowszechnianych przez ludzi mających - mówiąc oględnie - umiarkowane pojęcie o materii poruszanych problemów. Można tu zaobserwować dwie prawidłowości. Po pierwsze - im niższe kompetencje, tym bardziej autorytatywne wypowiedzi, po wtóre - głębokość wytworzonego mitu jest wprost proporcjonalna do surowości reżimu tajemnicy chroniącej w przeszłości dane zagadnienie.


            Obszarem okrytym szczególnie szczelną, nawet jak na radzieckie stosunki, tajemnicą były wszelkie zagadnienia związane z bronią jądrową. Wynikało to ze znaczenia przydawanemu temu środkowi walki, uznawanemu po obu stronach „żelaznej kurtyny” za czynnik zasadniczy i decydujący o przebiegu i rezultatach ewentualnego konfliktu. Zasada skrupulatnej ochrony informacji na ten temat rozciągnięta została także na środki jądrowe będące na uzbrojeniu armii sojuszniczych, w tym Wojska Polskiego. Organizacja, uzbrojenie  i szkolenie wydzielonych związków taktycznych, oddziałów i pododdziałów, ich zadania i możliwości, a często nawet sam fakt ich istnienia były starannie ukrywane. Skrupulatnie przestrzegano też zasady selektywnego dostępu do informacji na ten temat wewnątrz wojska. Na ten bardzo skutecznie działający system nakładały ograniczenia radzieckie dotyczące trybu i zasad przekazania amunicji jądrowej oraz zezwolenia na jej użycie.


            Jest oczywiste, że ta ogólnie mało dostępna sfera działalności Wojska Polskiego stała się przedmiotem zainteresowania po rozpadzie Układu Warszawskiego i wycofaniu z naszego kraju Armii Radzieckiej. W minionych latach temat podejmowany był kilkukrotnie, lecz podawane informacje pełne były niedokładności, nieuprawnionych (w istocie ahistorycznych) ocen lub zwykłych błędów[4]. Najkrócej ujmując można sprowadzić je do stwierdzeń:


- fakt posiadania i uwzględniania w doktrynie wojennej ZSRR, a więc także Układu Warszawskiego, broni jądrowej był wyrazem agresywnego charakteru tego państwa i całego paktu;


- przeznaczeniem polskich środków przenoszenia broni jądrowej było przeprowadzenie zaskakującego ataku na Europę. Oczywiście nieskutecznego, lecz wywołującego nieuchronne „kontruderzenie” Zachodu. Godzono się przy tym, że spowoduje ono olbrzymie straty wojsk i ludności cywilnej;


- przewidywano wyjątkowo prymitywny sposób  wykorzystania broni jądrowej - do „tworzenia korytarzy” w ugrupowaniu operacyjnym przeciwnika, którymi masy czołgów - nie bacząc na skażenie promieniotwórcze - miały runąć na zachód;  


- amunicja jądrowa (głowice, bomby, pociski) przechowywana była na terenie Polski w najgłębszej tajemnicy, bez wiedzy społeczeństwa, a istnienie magazynów dodatkowo zwiększało zagrożenie ludności cywilnej.


            Bazą tak sformułowanych wniosków były głównie materiały zawarte w zbiorze Dokumenty operacyjne p.k. „Wisła”, wypożyczone z Centralnego Archiwum Wojskowego przez Instytut Pamięci Narodowej[5], nieautoryzowane wypowiedzi byłych wojskowych, w tym mitycznych „anonimowych oficerów” Armii Radzieckiej oraz domniemania autorów. Powstałe na ich podstawie artykuły i audycje natychmiast zaczynały żyć własnym życiem, stając się podstawą licznych wypowiedzi, z których niemal każda dodawała do tworzonego mitu nowe elementy. Odnotować jednak należy istnienie także materiału kompetentnego i wyważonego, autorzy którego mieli świadomość ograniczoności swej wiedzy i nie nadawali swym przypuszczeniom i domysłom rangi aksjomatu[6].


            Wskazany wyżej niedostatek wiedzy determinuje rozważania nad tym tematem także dziś. Badacze tego zagadnienia mają świadomość, że dopóki niedostępny będzie zasób archiwalny pozostały po 12 Zarządzie Głównym Ministerstwa Obrony ZSRR oraz Zarządach VI grup wojsk Armii Radzieckiej, ich wiedza pozostanie mocno niepełna. Nie mniej jednak zasób informacji pewnych lub bardzo prawdopodobnych ciągle się powiększa[7].


            O pojawieniu się na ziemiach polskich broni jądrowej i środków jej przenoszenia zdecydowało kilka czynników. Przede wszystkim było to wprowadzenie do wojsk lądowych, w pierwszej kolejności Stanów Zjednoczonych - jako wniosku z konfliktu koreańskiego, broni jądrowej pola walki. Wymusiło to drastyczne „odchudzenie” związków taktycznych Armii Radzieckiej i armii państw satelickich, a to z kolei postawiło problem odpowiednio efektywnego wsparcia ich działań (zastąpienie ludzi ogniem). Było to osiągalne jedynie z wykorzystaniem broni jądrowej. W połowie lat pięćdziesiątych także w Związku Radzieckim udało się skonstruować dostatecznie niezawodne bomby i głowice o ciężarze i wymiarach umożliwiających ich taktyczne zastosowanie i czyniące z istniejących już rakiet i samolotów efektywny środek walki, co skutkowało burzliwym rozwojem tej klasy uzbrojenia[8]. W latach 1957-1958 taktyczna broń jądrowa wprowadzona została na uzbrojenie Armii Radzieckiej, w pierwszej kolejności Grupy Wojsk w Niemczech. W styczniu 1961 r. Doradczy Komitet Polityczny Układu Warszawskiego podjął decyzje o konieczności podniesienia zdolności bojowej sojuszniczych armii i jeszcze tym samym roku podjęto prace organizacyjne zmierzające do sformowania pierwszych jednostek rakietowych w Czechosłowacji (w Hranicach), Bułgarii (w Smokov) i Polsce (w Orzyszu). Nieco później przystąpiono do tworzenia kolejnych oddziałów rakiet oraz jednostek lotniczych wyposażonych w samoloty zdolne do przenoszenia broni jądrowej.


            Nie ulega żadnej wątpliwości, że równolegle z wprowadzaniem na uzbrojenie związków taktycznych i operacyjnych Grupy Wojsk w Niemczech środków przenoszenia broni jądrowej, znalazła się tam także amunicja specjalna, najpierw bomby lotnicze, a następnie - głowice rakiet operacyjno-taktycznych i taktycznych. Trudno ocenić, czy stacjonujące w Polsce radzieckie pułki lotnicze uzbrojone były w broń jądrową, niewątpliwie jednak były do tego organizacyjnie i sprzętowo przygotowane[9]. W rejonie lotniska w Szprotawie, najprawdopodobniej w latach 1961-1962, wybudowany został obiekt magazynowy znany pod nazwą „Monolit”. Jego pojemność pozwalała na składowanie amunicji specjalnej dla całej dywizji lotniczej (przyjmując, że w każdym pułku była jedna eskadra specjalna). Także  na lotnisku w Chojnie istniał obiekt mogący służyć do krótkotrwałego przechowywania broni jądrowej. Z pewną ostrożnością można przyjąć, że lotnicza amunicja specjalna była w Polsce przechowywana - jeżeli nie ciągle, to przynajmniej okresowo, gdy z jakichkolwiek względów podnoszona była gotowość bojowa wojsk.


            Czy posiadanie taktycznej broni jądrowej i środków jej przenoszenia było przejawem szczególnej agresywności doktryny wojennej ZSRR? W doktrynie wojennej USA broń jądrowa była obecna od 1945 r. Już w 1946 r. Strategiczne Dowództwo Lotnicze (SAC - Strategic Air Command) Stanów Zjednoczonych podjęło prace ukoronowane przyjęciem planu operacyjnego (Plan Pincher) zakładającego wykonanie ponad 110 uderzeń jądrowych na centra administracyjne i ośrodki  przemysłowe w ZSRR[10]. Będący wyrazem strategii powstrzymywania Plan Dropshot rozszerzał ilościowy i terytorialny zakres użycia broni masowego rażenia; ponad 300 bomb jądrowych miało spaść na ośrodki w ZSRR i innych krajach Europy Wschodniej. W ten sposób zamierzano stworzyć warunki do skutecznego uderzenia sił konwencjonalnych NATO na Centralnym i Południowym kierunku strategicznym. W 1960 r. wszedł w życie zintegrowany plan operacyjny (SIOP - Single Integrated Operational Plan) - realizacja nowej doktryny zmasowanego odwetu. Jego kolejne wersje zakładały użycie nawet kilku tysięcy ładunków jądrowych do rażenia obiektów o znaczeniu politycznym, gospodarczym i militarnym na terenie wszystkich państw bloku wschodniego. Należy zwrócić uwagę na charakterystyczne, lecz bardzo rzadko podnoszone zjawisko. Kryzys kubański (1962 r.) uświadomił obu supermocarstwom, że wymiana ciosów nuklearnych nieuchronnie doprowadzi do spustoszenia ich terytoriów. Milcząco zgodzono się więc na uczynienie Europy polem konfrontacji, obszarem frontowym gdzie będą się realizowały amerykańskie strategie elastycznego reagowania i realistycznego odstraszenia oraz odpowiadające im radzieckie koncepcje strategiczne[11]. Użycie broni jądrowej nie tylko do niszczenia zaplecza, lecz także powstrzymania nacierających wojsk przeciwnika było nie tylko kolejnym etapem rozwoju sztuki wojennej, lecz dodatkowo stwarzało szansę terytorialnego ograniczenia wymiany nuklearnych ciosów. A więc wprowadzenie taktycznej broni jądrowej i środków  jej przenoszenia było logicznym etapem ewolucji sposobów i środków walki[12].


            Mimo sformowania w latach sześćdziesiątych - siedemdziesiątych ubiegłego wieku w Wojsku Polskim związków taktycznych i oddziałów rakiet klasy „ziemia - ziemia” oraz stopniowego wyposażania wybranych jednostek lotniczych w samoloty przystosowane do przenoszenia broni jądrowej (eskadry w 5 pułku lotnictwa myśliwsko-szturmowego, 3 pułku lotnictwa myśliwsko-bombowego i 40 pułku lotnictwa myśliwskiego)[13], amunicja jądrowa pozostawała w wyłącznej dyspozycji ZSRR. Zasada ta dotyczyła także innych armii Układu Warszawskiego. Można przyjąć, iż ustalone zostało to między mocarstwami, bowiem identyczny sposób postępowania przyjęto w NATO. W 1968 r. mocarstwa jądrowe podpisały układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), który nadawał tej praktyce rangę zasady prawa międzynarodowego[14].


            O ile możliwe jest przyjęcie uzasadnionych domniemań odnośnie uwarunkowań przejścia do kolejnych etapów wyścigu zbrojeń, o tyle nie sposób uczynić tego odnośnie powodów budowy magazynów amunicji specjalnej dla armii sojuszniczych, a w szczególności Wojska Polskiego. Możliwe, że był to rezultat sygnalizowanego wyżej przesunięcia na niższy szczebel płaszczyzny konfrontacji lub pojawienia się kolejnej modyfikacji amerykańskiego planu operacyjnego (SIOP-62). Możliwe też, że był to element jakiejś radzieckiej koncepcji strategicznej. Zapewne zaistniały wszystkie wymienione wyżej (i nie wymienione) czynniki. Za pewnik można też przyjąć, że decyzja rozmieszczenia amunicji specjalnej w Polsce (także w Czechosłowacji, na Węgrzech i w Bułgarii) podjęta została przez radzieckie kierownictwo państwowo-wojskowe i co najwyżej przedstawiona do formalnego zaaprobowania władzom państwowym sojuszniczych krajów. Być może uczynione zostały przy tym jakieś dodatkowe ustalenia, choć w przypadku Polski brak ich śladów[15]. Nie ulega jednak wątpliwości, że składowanie broni jądrowej bliżej sojuszniczych środków jej przenoszenia wydatnie skracało czas osiągania do jej użycia. Potwierdziło to duże szkieletowe ćwiczenie operacyjne p.k. „Narew”, przeprowadzone w lutym i marcu 1965 r. na temat: „Operacja zaczepna frontu w początkowym okresie wojny”. Jednym z jego epizodów było sprawdzenie systemu zaopatrywania w amunicję jądrową polskich wojsk rakietowych i lotnictwa[16]. Ćwiczenie wykazało to, co było oczywiste: w przypadku konfliktu rozpoczynającego się od zmasowanego jądrowego wyprzedzającego uderzenia NATO, dotychczas stosowane rozwiązanie nie gwarantuje wykorzystania polskich środków w operacji[17].


            Podstawą prawną podjęcia na terenie Polski budowy magazynów broni jądrowej było porozumienie między, występującymi w imieniu swoich rządów, ministrami obrony narodowej marsz. M. Spychalskim i marsz. A. Greczko, podpisane w Moskwie 25 lutego 1967 r. Kilkanaście dni później szefowie Sztabów Generalnych (gen. dyw. B. Chocha i marsz. A. Zacharow) podpisali protokół ustalający zakres i harmonogram realizacji zadania[18]. Zasadniczym przedsięwzięciem pierwszego etapu prac było wytypowanie miejsc budowy magazynów. Specjalnie w tym celu utworzona mieszana komisja określiła potencjalne rejony rozmieszczenia, odpowiadające przede wszystkim wymaganiom operacyjnym. Wybrano 8 lokalizacji w czterech rejonach o powierzchni do 1000 km2 każdy: na południe od Białogardu, północny-wschód od Wałcza, zachód od Międzyrzecza oraz na północny-zachód od Bolesławca. Wszystkie rejony obejmowały teren poligonów lub graniczyły z nimi i były oddalone od większych miejscowości. Leżały jednak w odległości 15-30 km od miejsc stacjonowania jednostek radzieckich, w pobliżu linii kolejowych i utwardzonych dróg. Konkretne miejsca budowy określali polscy specjaliści z Departamentu Służby Kwaterunkowo - Budowlanej i Szefostwa Wojsk Inżynieryjnych MON na podstawie szczegółowych badań inżynieryjno-technicznych (geologicznych, hydrologicznych, meteorologicznych i topograficznych)[19]. Po analizie wyników badań ostatecznie wybrano miejsca lokalizacji: nr 1 - 2 km na południe od przystanku kolejowego Dobrowo na linii Białogard - Szczecinek na północno zachodnim skraju poligonu lotniczego, nr 2 - 3 km na zachód od m. Brzeźnica Kolonia na wschodnim skraju poligonu Borne Sulinowo niespełna 20 km od st. kol. Jastrowie i nr 3 - 3 km na południe od m. Templewo przy lokalnej linii kolejowej Międzyrzecz - Rzepin na północnym skraju poligonu Wędrzyn. Wszystkie miejsca wybrano w terenie zalesionym, lekko pofalowanym, z zadawalająco rozwiniętą siecią lokalnych dróg. W odległości do 15 km znajdowały się jednostki radzieckie: w Białogardzie, Sypniewie i Trzemesznie Lubuskim. Dla potrzeb procesu inwestycyjnego budowanym obiektom nadano nazwy zgodne z numerami projektu: 3001, 3002, 3003[20]. Ich rdzeniem były dwie budowle wykonane wg radzieckiego typowego projektu T-7, rozmieszczone w wydzielonej tzw. strefie technicznej, i wraz obiektami pomocniczymi tworzące właściwy magazyn amunicji specjalnej. Integralną częścią inwestycji była strefa administracyjno-gospodarcza, budowana wg polskiego projektu, na podstawie ogólnych warunków określonych przez stronę radziecką. Inwestorem był Departament Służby Kwaterunkowo - Budowlanej MON, zaś wykonawcami 27 pułk inżynieryjno-budowlany (pib) z Gniezna, 31 pib z Piły i 33 pib z Gdyni oraz 2 pułk budowlany łączności ze Zgierza. Budowy trwały od czerwca 1967 r. do sierpnia 1969 r., po czym przekazane zostały użytkownikom. Inwestycje od strony wykonawczej były bardzo skomplikowane i były dużym wyzwaniem dla wojskowych inżynierów i budowniczych. Wyposażenie magazynów oraz niektóre elementy ich konstrukcji dostarczyła strona radziecka, stąd też pochodziła część materiałów budowlanych. Podkreślić należy, że formalnie obiekty były własnością państwa polskiego, wydzierżawioną na warunkach określonych w Porozumieniu (…) o trybie i warunkach korzystania przez wojska radzieckie czasowo stacjonujące w Polsce z różnego rodzaju obiektów i usług z dnia 18 czerwca 1958 r. oraz Protokółu w sprawie trybu rozliczeń (…) z dnia 28 grudnia 1963 r.  Nie jest znana treść tych dokumentów, jednak przez analogię do rozwiązań zastosowanych w Czechosłowacji, można przyjąć, że obiekty użytkowane były nieodpłatnie. Wiadomo jedynie o odprowadzaniu na konto Ministerstwa Gospodarki Komunalnej opłaty za dzierżawę terenu[21]. Jest jednak pewne, że dzierżawca - Armia Radziecka - pojmowała swoje uprawnienia dość dowolnie. W kolejnych latach powstały bowiem budowle,  których śladów brak w zachowanych dokumentach, a więc strona polska zapewne o nich nie wiedziała: w 1974 r. - podziemne zbiorniki wody w obiektach specjalnych, zaś na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - zagadkowe schrony typu „Granit”, których przeznaczenia nie udało się sensownie wyjaśnić.


            Zastanowić się należy nad możliwościami magazynowymi wybudowanych obiektów. Każdy obiekt posiadał 8 oddzielnych pomieszczeń magazynowych. Sądząc wyposażeniu, w każdym z nich mogło być przechowywane 10-12 specjalnych pojemników (kontenerów) typu 3JaK8 (3JaK9) lub 9Ja236 (9Ja224). Choć istniały także pojemniki o mniejszych wymiarach (RT-40 i RT-150), jednak z przyczyn technicznych nie wydaje się by w jednym pomieszczeniu składowano więcej ładunków.  Tak więc w każdym z trzech obiektów mogło być składowane do 80 ładunków jądrowych.  Była to pojemność w pełni wystarczająca nie tylko na potrzeby Wojska Polskiego[22], lecz także radzieckich związków taktycznych i oddziałów wojsk rakietowych stacjonujących w naszym kraju (114 Brygada Rakiet Operacyjno Taktycznych, 465 i 595 dywizjony rakiet taktycznych). W jakim stopniu i w jaki sposób istniejące obiekty wykorzystywano? Według będących w obiegu opinii nie podlega wątpliwości, że aż do 1989 r. magazyny wypełnione były amunicja jądrową.  Nie jest to jednak wcale takie oczywiste. Świadczą o tym zarówno przesłanki operacyjne, jak i bezpośrednie i pośrednie świadectwa.


            Sposób wykorzystania środków walki określa doktryna wojenna oraz przewidywane zadania, realizowane w toku konfliktu. Front polski (Nadmorski), stosownie do realiów geograficznych, pełnił rolę drugiego rzutu strategicznego. Jego zadaniem było - najogólniej ujmując - pogłębienie obrony strategicznej na Mazursko-pomorskim kierunku operacyjnym lub rozwiniecie powodzenia na Północnonadmorskim i Jutlandzkim kierunku operacyjnym. W okresie operacyjnego rozwinięcia Wojsko Polskie (1, 2, 4 Armia, 3 Armia Lotnicza)  zajmowało rejony wyjściowe do operacji w gotowości do zorganizowania obrony na rubieży Odry lub przesunięcia w kierunku zachodnim w ślad za radzieckimi i niemieckimi (NRD) wojskami pierwszego rzutu. W obu przypadkach Wojsko Polskie wchodziło do walki  już w toku trwającego konfliktu. Nawet jeżeli rozpocząłby się on zaskakującym zmasowanym uderzeniem radzieckich sił i środków (co obecnie przyjmowane jest jako pewnik), Wojsko Polskie nie mogłoby wziąć w nim udziału z przyczyn zasadniczych - przeciwnik znajdował się poza zasięgiem naszych środków. Zastrzeżenie to dotyczy także lotnictwa[23].  Nie mogło więc być mowy o zaskakującym „odpalaniu rakiet w kierunku wybranych celów w Europie Zachodniej”[24]. Oczywiście nie wykluczało to udziału polskich środków w pierwszym zmasowanym uderzeniu jądrowym na teatrze działań wojennych (TDW), ale wyłącznie w toku trwającej już co najmniej od kilku-kilkunastu dni wojny, gdy nasze wojska zbliżyły się do przeciwnika lub przeciwnik zbliżył się do przedniego skraju naszej obrony.


            Z dużą dokładnością można określić moment, w którym w którym konflikt mógł przekroczyć próg wojny jądrowej. Oczywiście, decyzja nie należała do dowodzącego wojskami polskiego frontu, a nawet dowodzącego na TDW. W tym względzie zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie zasady były identyczne - decyzję podejmowały najwyższe organy polityczne. Należy mieć także na względzie deklarację Związku Radzieckiego, iż nie użyje broni jądrowej jako pierwszy. Nieuprawnione przy tym są stwierdzenia, że był to akt wyłącznie o charakterze propagandowym, bowiem przekładał się on na zasady i treść szkolenia wojsk. Nie oznaczało to jednak, że Układ Warszawski nie mógł przejść pierwszy do masowego użycia broni jądrowej. Amerykańska strategia elastycznego reagowania (dokument MC 13/3 „Strategiczna koncepcja obrony obszarów NATO”) przewidywała długi szereg etapów eskalacji konfliktu: od ograniczonych akcji wojny konwencjonalnej do „spazmu nuklearnego”[25]. W doktrynie radzieckiej natomiast, przynajmniej do drugiej połowy lat siedemdziesiątych, zakładano, że każde użycie broni jądrowej oznacza przejście do powszechnej wojny nuklearnej - jeśli nie w skali globalnej, to przynajmniej na TDW. Dlatego możliwa była, przynajmniej teoretycznie, zmasowana odpowiedź na ograniczone użycie broni jądrowej przez NATO. W  radzieckich zasadach prowadzenia walki nie istniało więc pojęcie zaskoczenia przeciwnika użyciem broni jądrowej, lecz uprzedzenia lub wyprzedzenia go o kilka-kilkanaście minut. W przypadku wojsk rakietowych oznaczało to, że nasze rakiety powinny osiągnąć rejon celów zanim wystartują rakiety przeciwnika. Za najbardziej prawdopodobne uznawano (i takie założenie przyjmowano w większości ćwiczeń zarówno Układu Warszawskiego, jak i NATO), że do pierwsze użycia broni jądrowej na TDW dojdzie w momencie wprowadzenia do operacji wojsk drugiego rzutu strategicznego (polskiego frontu), gdzieś z rubieży Uelzen - Lübeck lub zatrzymania natarcia wojsk Północnej Grupy Armii NATO na rubieży Odry[26]. Zadaniem naszych sił było „zerwanie” uderzenia jądrowego przeciwnika. To operacyjne i ogniowe zadanie sił jądrowych nosiło wspomnianą już nazwę pierwszego zmasowanego uderzenia jądrowego (I ZUJ) frontu i - powtórzmy - mogło, lecz wcale nie musiało, być elementem pierwszego użycia broni jądrowej na TDW.


            Prawdą jest, że strategia radziecka (Układu Warszawskiego) dawała pierwszeństwo zaczepnym formom prowadzenia walki[27]. Wszystkie doktryny wojenne preferowały i preferują zaczepne formy działań, uznając je za warunek konieczny skuteczności. Zasada: należy zmusić przeciwnika do działań w warunkach przez nas narzuconych, jest abecadłem wszelkiej, nie tylko wojskowej, taktyki. Obowiązywała ona także w NATO[28].


            W zaczepnym wariancie działań, rzeczywiście przed 1986 r. podstawowym, zakładano, że Wojsko Polskie wejdzie do walki w 3-4 dniu wojny[29] po przesunięciu od rubieży Odry na odległość 300-350 km. Na taką mniej więcej odległość musiały przemieścić się także polskie wojska rakietowe i przebazować polskie lotnictwo. A więc przechowywane na terenie Polski ładunki jądrowe musiałyby być transportowane kilkaset kilometrów w warunkach trwającej już wojny. Ponieważ tego typu obiekty - kolumny z ładunkiem specjalnym - wobec wielkiej skuteczności zachodniego wywiadu i rozpoznania były nie do ukrycia, istniało wielkie prawdopodobieństwo, że głowice i bomby nigdy nie dotrą do użytkowników. Dlatego znacznie bardziej sensowne było, nawet w warunkach już trwającej wojny jądrowej, by oczekiwały one na terytorium NRD. I tak zapewne było. Wiele wskazuje na to, że w latach siedemdziesiątych magazyny były wykorzystywane w ograniczonym stopniu lub nawet pozostawały puste, choć oczywiście - utrzymywano je w pełnej gotowości[30].


            Ponad wszelką wątpliwość sytuacja zmieniła się w latach osiemdziesiątych, gdy kierownictwa państw Układu Warszawskiego, w pierwszym rzędzie ZSRR i Polski, zdały sobie sprawę z małej realności podjęcia operacji zaczepnej do czasu wykrwawienia przeciwnika w walkach obronnych[31]. W nowej, obronnej koncepcji strategicznej Układu Warszawskiego, spodziewanym zadaniem polskiego frontu było załamanie ofensywy wojsk NATO na Odrze[32]. W tej sytuacji w pełni zasadne stało się przechowywania amunicji jądrowej: głowic, bomb i pocisków artyleryjskich na terytorium kraju, w pobliżu rejonów wyjściowych do operacji, na zapleczu przygotowujących obronę wojsk. Odnotowały to źródła amerykańskie podając informacje o rozwinięciu nowych magazynów broni jądrowej poza granicami ZSRR[33].  Wtedy też właśnie po raz pierwszy zapoznano polskich generałów z zasadami przekazania amunicji jądrowej, a brygady rakiet operacyjno-taktycznych i polowe techniczne bazy rakietowe (PTBR) otrzymały nowe zadania na wypadek osiągania wyższych stanów gotowości bojowej. Poczynione zostały też ustalenia odnośnie współdziałania z radziecką 174 PTBR[34]. Odbiór głowic i amunicji artyleryjskiej przez polskie oddziały rakietowo-techniczne nie oznaczał możliwości ich użycia. Transportom towarzyszyło trzech radzieckich funkcyjnych, których zadaniem było wprowadzenie za pośrednictwem specjalnego pulpitu tzw. indeksu - szyfru i zdjęcie elektronicznej blokady ładunków. Odpowiedni sygnał i ośmioznakowa sekwencja cyfr przekazywane były równolegle w wyodrębnionych (radzieckiej i polskiej) sieciach kierowania uderzeniami[35]. Dalsze działania zależały od  zadania postawionego wojskom rakietowym: natychmiastowego wykonania uderzenia, wykonania go w wyznaczonym czasie lub na dodatkowy sygnał.


            Stosowane w lotnictwie nieco inne procedury wynikały z braku w strukturze jednostek pododdziałów technicznych przygotowanych do obsługi bomb z ładunkiem jądrowym. Wydaje się, że przyczyną takiego stanu rzeczy był relatywnie niewielki zakres zadań lotnictwa w jądrowym porażeniu przeciwnika. Na operację frontu wydzielono (w 1986 r.) 34  bomby jądrowe, a użyć ich mogły jedynie 2-3 eskadry. Nie wynikało to z niedostatku sprzętu, lecz z liczby przygotowanego do wykonania tego zadania personelu łatającego. Dlatego ustalono, że bomby jądrowe zostaną dostarczone na lotniska radzieckimi śmigłowcami (z 79 samodzielnej eskadry śmigłowców z Bornego Sulinowa) wraz z obsługą, której zadaniem było uzbrojenie bomb, ich podwieszenie i przygotowanie do zrzutu. Eskadry specjalne osiągały gotowość po 4 godzinach od otrzymania sygnału, w tym na dolot śmigłowców przewidywano 30-60 minut[36].


            Jest pewne, że w stałej gotowości ładunki jądrowe przechowywane były w magazynach w stanie „zimnym”, tj. bez źródeł zasilania elektroautomatyki wybuchu jądrowego oraz radiolokacyjnego urządzenia zapalnikowego (baterie AK-1, AK-2, AK RD), detonatorów ładunku inicjującego i pierwotnych źródeł neutronów. Wskazuje na to miedzy innymi wyposażenie laboratoriów w magazynach oraz system dystrybucji helu, wykorzystywanego (z uwagi na bardzo niski przekrój czynny na pochłanianie neutronów) do wypełnienia powłoki ładunku. Nie sposób więc ocenić ile czasu wymagało przygotowanie ładunków na czterech równoległych potokach technologicznych[37].Znane normatywy kalkulacyjne doprowadzenia głowic i bomb jądrowych do gotowości (SG-5 i SG-6) pochodzą z połowy lat sześćdziesiątych. Dwa dziesięciolecia później z pewnością nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Brak jest także jakichkolwiek danych o organizacji wykonania zadań przez załogi magazynów. Uzasadnione jest jednak domniemanie, że stan wyższej gotowości byłby wprowadzony dla nich znacznie wcześniej, niż dla wojsk operacyjnych.


            Na koniec należy odnieść się do sposobu użycia broni jądrowej w walce i operacji. Rzeczywiście, istniała koncepcja tworzenia uderzeniami jądrowymi „korytarzy” dla nacierających własnych wojsk w ugrupowaniu operacyjnym przeciwnika[38]. Lecz zwróćmy uwagę - taki sposób wykonywania uderzeń rozpatrywano najdalej do połowy lat sześćdziesiątych. Pierwszy okres istnienia broni jądrowej pola walki był specyficzny. Obejmował czas, w którym wojskowi mocarstw jądrowych zachłysnęli się potęgą tego środka i widzieli w nim lekarstwo na wszelkie problemy pola walki[39]. Jednak już w połowie lat sześćdziesiątych poglądy na użycie broni jądrowej zostały „zracjonalizowane” (choć to określenie akurat w tym przypadku brzmi nieco dziwnie). W Wojsku Polskim (także w Armii Radzieckiej) podczas planowania użycia broni jądrowej obowiązywała zasada wykonywania uderzeń do konkretnych celów oraz użycia minimalnie niezbędnej mocy, tj. doboru mocy ładunków do charakteru celów i ich odporności na czynniki rażenia[40]. Wynikało to z pragmatyzmu i zapewne chęci uniknięcia spustoszeń większych niż wynikające z konieczności wojennej. Prawdopodobnie ta sama przesłanka legła u podstaw decyzji o skreśleniu z Katalogu obiektów rażenia centrów administracyjnych i komunikacyjnych oraz praktycznie wszystkich obiektów infrastruktury. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zaprzestano też planowania silnie skażających teren wybuchów naziemnych, choć w dalszym ciągu planowano uderzenia nawodne do celów na Morzu Bałtyckim i Północnym. Oczywiście fakt, że w wykazie obiektów figurowały wyłącznie cele wojskowe nie oznaczał, że rażenie innych celów było wykluczone. Z technicznego punktu widzenia nie było różnicy w zaprogramowaniu lotu rakiety (wycelowaniu) do dowolnego celu; podobnie wprowadzenie nastawy „wybuch naziemny”.


            Omówione wyżej zasady obowiązywały także w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, gdy Układ Warszawski przyjął strategię obronną. Odpada więc argument, że kierownictwo polityczno-wojskowe układu nie chciało niszczyć obiektów, które planowało zdobyć. Choć z drugiej strony - obiekty uderzeń dla startujących z Pomorza Zachodniego i Ziemi Lubuskiej rakiet i samolotów znajdować się miały na terytorium sojuszniczej NRD.


            Znane są i - można odnieść wrażenie - przyjmowane co najmniej ze zrozumieniem amerykańskie zasady użycia broni jądrowej na europejskim teatrze. Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych w operacyjnych koncepcjach izolowania pola walki głębokimi uderzeniami lotniczymi i rakietowymi (FOFA - Follow-on-Forces-Attack) zakładano wykonanie, nawet w momencie wybuchu wojny konwencjonalnej, zmasowanego uderzenia jądrowego na linii Wisły, Narwi i Bugu. Używając 100-150 ładunków jądrowych różnej mocy zamierzano stworzyć rozległą strefę zniszczeń powstrzymującą przesunięcie drugorzutowych i odwodowych radzieckich frontów tworzonych na bazie zachodnich okręgów wojskowych[41].  W wyniku uderzeń, głównie naziemnych, powstałyby strefy skażenia (śmiertelnego, niebezpiecznego i silnego) o łącznej powierzchni ponad 20 tys. km2, zaś skażeniem umiarkowanym objęta byłaby praktycznie cała powierzchnia kraju[42]. W tym kontekście ofensywna strategia Układu Warszawskiego miała sens, a jej realizacja leżała w polskim interesie - odsuwała bowiem pole bezpośredniej konfrontacji wojennej od naszych ziem. Dlatego przytoczone w jednym z materiałów słowa adm. Ralpha Reeda: „Wszystkie ćwiczenia wojskowe Układu Warszawskiego, narady i plany dotyczyły jednego: jak w najkrótszym czasie podbić Europę”, uznać należy za jednostronne lub - co bardziej prawdopodobne - zmanipulowane przez autorów enuncjacji.


            Trudno wypowiadać się na temat jednego z wątków utworzonego mitu - rzekomego okłamywania społeczeństwa poprzez nie informowanie o polskich środkach  przenoszenia broni jądrowej i przeznaczonych dla nich głowicach, bombach i pociskach. Istniało przecież i dalej istnieje pojecie tajemnicy, której żołnierze zobowiązali się przestrzegać, niezależnie od posiadanego stopnia i zajmowanego stanowiska. Można nawet posunąć się do stwierdzenia, że skrupulatne jej przestrzeganie było częścią etosu służby w jednostkach specjalnych, np. wojsk rakietowych.


            Prawdą jest, że broń jądrowa zwielokrotniała zagrożenia naszego kraju. Podobnie jak wszystkich innych państw i narodów w Europie Środkowowschodniej - od Renu i Dunaju po Bug i Dniestr. Zagrożenia nie zwiększało istotnie składowanie w Polsce amunicji jądrowej, bowiem niezależnie od tego miała ona być zmieniona w atomową pustynię. Przeciwnie, krótszy czas osiągnięcia przez nasze  środki gotowości do wykonania uderzeń stwarzał szansę wyeliminowania choć części sił jądrowych przeciwnika i tym samym zmniejszenia zniszczeń na zapleczu. Bo przecież we wspomnianym już Katalogu były plutony startowe Pershing, lotniska samolotów-nosicieli broni jądrowej oraz magazyny amunicji specjalnej.


            Omawiany mit tworzony jest poprzez tendencyjną interpretację niepełnej informacji. Buduje on obraz szczególnego zagrożenia, wynikającego z obecności na ziemiach polskich sił i środków jądrowych. Zagrożenie niewątpliwie istniało, lecz wynikało bipolarnego podziału świata, geostrategicznego położenia Polski i wszystkich zjawisk towarzyszących „zimnej wojnie”.  Dlaczego więc narodził się ten mit, złożony z jednostronnie przedstawianych faktów, półprawd i  (chcę wierzyć - wynikających z niewiedzy) zafałszowań? Odpowiedź jest względnie prosta - nie ma on nic wspólnego z obiektywną analizą i oceną faktów historycznych, lecz jest przejawem, osławionej już, polityki historycznej.




[1] J. M. Nowak, Od hegemonii do agonii. Upadek układu Warszawskiego - polska perspektywa, Warszawa 2011; A. L. Sowa, Historia polityczna Polski 1944-1992, Kraków 2011; T. Rakowska - Harmstone, Pakt Warszawski. Integracja polityczna i militarna. Analiza polityczna, Warszawa 1991.

[2] J. Babula, Wojsko Polskie 1945-1989. Próba analizy operacyjnej, Warszawa 1988, s. 8; F. Puchała, Sekret Sztabu Generalnego pojałtańskiej Polski, Warszawa 2011, s. 15-18.

[3] J. Poksiński, Memorandum Sztabu Generalnego WP w sprawie Układu warszawskiego oraz Planu rozwoju Sił Zbrojnych PRL na lata 1955-1956, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 2000. nr 1, s. 81.

[4] T. Pompowski, P. Piotrowski, Polska miała arsenał broni nuklearnej, „Dziennik”, 2007, nr 22; Tajemnice Układu Warszawskiego, audycja TVP-1 i TVP Historia.

[5] IPN BU, sygn. 1405/322, 323, 324, Dokumenty operacyjne p.k. „Wisła”, t. I - III.

[6] T. Szulc, K. Nicpoń, Magazyny broni jądrowej na terytorium Polski, „Poligon”,  2008, nr 2, s. 62-77.

[7] Zasób posiadanej wiedzy zwiększają żmudne badania prowadzone w

Mozets


Dodaje uzupełnienie - przypisy w oryginalnym tekście nie "wpisały"  się prawidłowo:


[1] J. M. Nowak, Od hegemonii do agonii. Upadek układu Warszawskiego - polska perspektywa, Warszawa 2011; A. L. Sowa, Historia polityczna Polski 1944-1992, Kraków 2011; T. Rakowska - Harmstone, Pakt Warszawski. Integracja polityczna i militarna. Analiza polityczna, Warszawa 1991.


[1] J. Babula, Wojsko Polskie 1945-1989. Próba analizy operacyjnej, Warszawa 1988, s. 8; F. Puchała, Sekret Sztabu Generalnego pojałtańskiej Polski, Warszawa 2011, s. 15-18.


[1] J. Poksiński, Memorandum Sztabu Generalnego WP w sprawie Układu warszawskiego oraz Planu rozwoju Sił Zbrojnych PRL na lata 1955-1956, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 2000. nr 1, s. 81.


[1] T. Pompowski, P. Piotrowski, Polska miała arsenał broni nuklearnej, „Dziennik”, 2007, nr 22; Tajemnice Układu Warszawskiego, audycja TVP-1 i TVP Historia.


[1] IPN BU, sygn. 1405/322, 323, 324, Dokumenty operacyjne p.k. „Wisła”, t. I - III.


[1] T. Szulc, K. Nicpoń, Magazyny broni jądrowej na terytorium Polski, „Poligon”,  2008, nr 2, s. 62-77.


[1] Zasób posiadanej wiedzy zwiększają żmudne badania prowadzone w różnych krajach. W pierwszym rzędzie skutecznie zajmują się tą problematyką dr Wiesław Strżondala i inż. Vladimir Panaušek z Czech oraz gen. mjr w st. spocz. D. Todorov , były dowódca Wojsk Rakietowych i Artylerii Bułgarskiej Armii Ludowej.


[1] Na przykład rakieta RA-1 (8A61, Scud, SS-1A) osiągnęła gotowość techniczną w 1953-1954 r., lecz do 1957 r. wykorzystywana była jako konstrukcja doświadczalna i szkoleniowa, A. Atkin, R. S. Morris, J. I. Sands, Soviet Nuclear Weapons, N.York - Moscov 1992, (dalej: Soviet …), s. 230-234, 241.


[1] Na terenie Polski stacjonowały związki taktyczne ze składu 4 A lotnictwa operacyjnego Kierunku Zachodniego w składzie: 149 Dywizja Lotnictwa Bombowego (3 plb Krzywa, 42 plb gw. Żagan, 69 plb Szprotawa) oraz 239 Dywizja Lotnictwa Myśliwskiego (159 plm Kluczewo, 582 plm Chojna, 871 plm Kołobrzeg). Wymienione związki taktyczne i oddziały uzbrojone były w samoloty Su-7, Ił-28, Mig-21, Su-24 (24M), Su-27 oraz MiG-23MLD, a więc zdolne do przenoszenia broni jądrowej. Советская Армия в годы холодной войны, Томск 2004, s. 140.


[1] Kolejne modyfikacje planu, różniące się jedynie liczbą przewidywanych do użycia ładunków jądrowych nosiły nazwy: Broiler (1947), Grabber (1948), Fleetwood (1950), S. T. Ross, American War Plans 1945-1950, Routledge 1996, passim; M. Trubas, 2 Pomorska Brygada Artylerii, Warszawa 2005, s. 20.


[1] A. Juszczak, Ewolucja strategii NATO, „Bellona”, 2000, nr 3, s. 12-13. Od tego właśnie czasu rozpoczęły się rokowania zmierzające do zahamowania i ograniczenia strategicznych zbrojeń jądrowych, zagrażających przecież głównie terytorium wielkich mocarstw.


[1] Niewątpliwie przyspieszyło ten proces pojawienie się środków jądrowych w wojskach NATO, szczególnie w Bundeswehrze W sierpniu 1960 r. rząd Republiki Federalnej Niemiec wystąpił z memorandum, w którym domagał się przekazania Bundeswehrze nie tylko środków przenoszenia, lecz także amunicji jądrowej z prawem decydowania o jej użyciu.


[1] Zbiory Specjalne Biblioteki Naukowej Wojskowego Biura Badań Historycznych (dalej: ZS BN WBBH), Ludowe Wojsko Polskie 1956-1980, Dzieło II, t. V, s. 42 i nast.; M. Trubas, Wojska rakietowe w polskich wojskach lądowych, „Militaria i Fakty”, 2002, nr 3, s. 4-12; Relacja gen. bryg. w st. spocz. pil. Ryszarda Hacia, w posiadaniu autora. Wydaje się, że problem zaopatrzenia polskich jednostek w amunicję jądrową w ogóle nie był rozpatrywany przez dowództwo Wojska Polskiego. Najprawdopodobniej strona radziecka wzięła na siebie organizację całego procesu. 


[1] L. Łukaszuk, A. Skowroński, Europejskie prawo pokoju i bezpieczeństwa. Materiały i komentarze, Warszawa 2003, s. 50.


[1] Należy zwrócić uwagę na zasadniczo różną prawnomiędzynarodową sytuację Polski - w tym czasie była jedynym krajem, w którym oficjalnie stacjonował kontyngent wojsk radzieckich.


[1] Z polskiej strony epizodzie uczestniczyły przede wszystkim pododdziały rakietowo-techniczne (z 18 Polowej Technicznej Bazy Rakietowej, 25 batalionu dowozu amunicji i 3 bateria techniczna 20 BA) a także  wydzielone siły z 1 batalionu szturmowego i 49 pułku zmechanizowanego, Filia nr 1 Archiwum Wojsk Lądowych (AWL-1), sygn. 139/68/24, k. 296, Sprawozdanie z wyszkolenia 20 BA w 1965 r.; H. Michalski, Większe ćwiczenia prowadzone w LWP w latach 1943-1980, cz. I, „Myśl Wojskowa” (tajna), 1983, nr 3, s. 119.


[1] Podobne ćwiczenia prowadzone były także w innych armiach. W przypadku Czechosłowackiej Armii Ludowej było to ćwiczenie p.k. „Horizont”, w którym ćwiczono dowóz amunicji specjalnej ze stacjonarnych magazynów w rejonie Iwano-Frankowska. Czas dostarczenia amunicji przekroczył 22 godziny, Vojenský Ustredni Archiv, MNO, OS/GS, sygn. 1/3-6.


[1] Zdaniem dr. W. Strżondala analogiczne porozumienie z rządem czechosłowackim podpisane zostało już jesienią 1965 r. a nieco później, prawdopodobnie na przełomie 1965 i 1966 r., z rządem Bułgarskiej Republiki Ludowej.


[1] IPN BU, sygn. 1405/323, k. 4, Protokół mieszanej komisji [z dn. 11.11.1966 r.]; sygn. 1405/324, k. 362, Program badań [z 14.11.1966 r.].


[1] IPN BU, sygn. 1405/324, k. 347, Protokół w sprawie projektowania obiektów w rejonach nr 1, 2, 3 [z dn. 13.03.1967 r.]. Powszechnie dziś używane na oznaczenie obiektów numery przestały cokolwiek oznaczać w momencie zakończenia inwestycji.


[1] IPN BU, sygn. 1405/322, k. 447, Rozliczenie kosztów inwestycji. Za obiekt nr 1 (inwestycja 3001) o łącznej powierzchni 110 ha czynsz ustalono na 1803462 zł rocznie; Ibidem, k. 167, Акт государственной комисии по приёме и сдаче в эксплуатацию объекта № 3001.


[1] Na podstawie zachowanych upoważnień w 1986 r. (i latach następnych) na operację polskiego frontu planowano przydział 189 ładunków różnych rodzajów i mocy, IPN BU, sygn. 1405/322, k. 455, 457, 459.


[1] Archiwum Akademii Obrony Narodowej (AAON), sygn. 38596, Podstawy taktyki lotnictwa myśliwsko-szturmowego i myśliwsko-bombowego; sygn. 44340, J. Machura i inni, Doświadczenia i wnioski z ćwiczenia Wojsk Lotniczych p.k. „Orzeł-83”, s. 31. Jedynie choszczeńska 2 Brygada Artylerii (Brygada Rakiet Operacyjno - Taktycznych) z zasadniczego rejonu alarmowego (rejonu wyjściowego do operacji) mogła dosięgnąć terytorium potencjalnego przeciwnika, lecz na głębokość jedynie do 20 km.


[1] T. Pompowski, P. Piotrowski, op. cit.


[1] H. Michalski, Pierwsze sto godzin wojny nuklearnej, Warszawa 1969, s. 125-131. Niezależnie od stopniowania konfliktu zakładano, że uderzenie na siły przeciwnika Bronia masowego rażenia - bez oszczędzania obiektów cywilnych - przeprowadzone zostanie w momencie załamania prowadzonej operacji, tj. przełamania przez wojska Układu Warszawskiego operacyjnej strefy obrony lub zatrzymania operacji zaczepnej wojsk NATO.


[1] AAON, sygn. 47551, W. Łepkowski, Operacja strategiczna na kontynentalnym TDW, Warszawa 1985, s. 16-20, 24-35; J. Gomuliński, Podstawowe zasady organizacji i prowadzenia operacji strategicznej na kontynentalnym TDW, „Biuletyn Informacyjny”, 1979, nr 5(132), s. 10 i nast.


[1] J. M. Nowak, op. cit., s. 84. Jest to jeden z głównych zarzutów stawianych Układowi Warszawskiemu i Armii Radzieckiej. Świadczy to o niezrozumieniu przez krytyków elementarnych zasad kształtowania bezpieczeństwa wojskowego.


[1] Świadczą o tym cele wielkich ćwiczeń NATO: Falex-64, Global Shield-85, Trutzige Sachsem-85 oraz cykli ćwiczeń: Wintex/Cimex i Reforger;  K. J., Przygotowanie sił zbrojnych NATO rozmieszczonych na ŚE TDW, w obszarze CB i BZ do prowadzenia wojny, „Wojskowy Przegląd Zagraniczny”, 1987, nr 5-6, s. 217.


[1] AAON, sygn. 47551, W. Łepkowski, op, cit.


[1] Wskazują na to badania dr. W. Strżongala, który dotarł do byłych żołnierzy pododdziałów chroniących magazyny.  Nie tylko nie byli to żołnierze Specnazu, jak twierdzą przywoływani Autorzy, lecz pododdziałów wartowniczych, a w dodatku ich dyscyplina formalna i wykonawcza była, oględnie mówiąc, niska.


[1] J. M. Nowak, op. cit., s. 114-122.


[1] AAON, sygn. 45549, Tezy na konferencję naukową w ASG WP nt. „Przygotowanie i prowadzenie pierwszej operacji obronnej frontu (armii) z uwzględnieniem obrony wybrzeża morskiego w ramach strategicznej operacji obronnej na Zachodnim TDW w początkowym okresie wojny, ASG, 1987, s. 26.


[1] Sowiet…, s. 28, przyp. 91.


[1] IPN BU 1405/322, k. 521, Pismo Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego [z 20.02.1986 r.]. Dyslokowana w lewobrzeżnym Szczecinie 15 Polowa Techniczna Baza Rakietowa, dotychczas wyprowadzana do rejonu bezpośrednio przy granicy państwowej, otrzymała zadanie zajmowania rejonu na północno-wschodnich obrzeżach poligonu drawskiego i wydzielania grupy do odbioru głowic jądrowych. (Relacja płk mgr inż. Józefa Margoszczyna, w posiadaniu autora). Przygotowane zostały imienne upoważnienia do odbioru amunicji specjalnej i wyznaczone punkty spotkania z radzieckimi transportami. W przypadku 15 PTBR był to przejazd kolejowy w m. Tychowo (E16º15´, N53º31´).


[1] IPN BU 1405/322, k. 517, Рекомендации по порядку передачи ядерных боеприпасов Приморскому Фронту Войска Польского и доведения сигналов (приказов) на деиствия с ядерным оружием.


[1] AAON, sygn. 43337, R. Blotka i in., Planowane w latach 1981-1985 zmiany organizacyjno-techniczne w Wojskach Lotniczych i wpływ tych zmian na wzrost możliwości bojowych zasady zastosowania bojowego lotnictwa w operacjach zaczepnych obronnych drugiej polowy lat osiemdziesiątych, ASG, 1985, passim. Informacje potwierdził gen. bryg. w st. spocz. pil. R. Hać.


[1] Załogę jednego magazynu stanowił zespół: dowódca (stopień etatowy ppłk), zastępca - główny inżynier (mjr), dwa zespoły elaboracji, w każdej: dowódca (mjr), 3 inżynierów (kpt./por.) i technik (chor.), 3 funkcyjnych obsługujących agregaty (szer.). Sądzić należy, że zespoły elaboracji pracowały równolegle.


[1] H. Michalski, op. cit., s. 212-220; M. Trubas, 2 Pomorska …, s. 52.


[1] Stąd i monstrualna moc konstruowanych i próbowanych radzieckich ładunków i wprowadzenie na uzbrojenie batalionów piechoty armii Stanów Zjednoczonych zestawu M388 Davy Crocket - rodzaju działa bezodrzutowego zdolnego do wystrzeliwania na maksymalną odległość 5,6 km nadkalibrowego ładunku jądrowego o ekwiwalencie trotylowym do 3 kt.


[1] Technicznie było to zadanie optymalizacji wg kryterium mocy ładunku i prawdopodobieństwa jego zniszczenia (w przypadku celu pojedynczego) lub pewnie rażonej części (w przypadku celu powierzchniowego). Była to ważna wykonywana przez Grupę planowania jądrowego porażenia przeciwnika sztabu frontu, złożoną z najwyższej klasy fachowców i  przez wiele lat kierowaną przez, niedawno zmarłego, ppłk/płk Kazimierza Dobrzenieckiego. Do połowy lat osiemdziesiątych optymalizacja (odmiana zadania transportowego) wykonywana była „ręcznie”, a czasem nawet intuicyjnie. Po wprowadzeniu elektronicznych środków obliczeniowych okazało się, że wyniki prowadzonego w ten sposób planowania były bliskie optymalnych.


[1] T. Pompowski, P. Piotrowski, op. cit.


[1] SWChem MON, sygn. 18/0159, Analiza i ocena zagrożenia PRL bronią masowego rażenia, COAS, 1987, tab. 3,5. Ocenia się, że straty sanitarne wojsk w tych strefach mogły osiągnąć, a zależności od czasu ekspozycji, nawet 50%. Bez obawy popełnienia istotnego błędu można przyjąć, że straty ludności cywilnej sięgnęłyby 80-85%. Bardzo interesującą symulację, co prawda odnoszącą się do realiów połowy lat sześćdziesiątych, przytacza H. Michalski (op. cit., s. 248-260).


 


(2014/11/23 13:47)

al-Muell


Bardzo ciekawy materiał. Gdzie był pierwotnie publikowany? (2014/11/23 16:32)

Mozets


Otrzymałem od kolegi oficera z byłej 2APBROT. Chyba dysertacja publikowana na USZ. Ale dowiem się. (2014/11/23 16:49)

kapitan Koot


Świetny materiał, dzięki za podzielenie się ! (2014/11/24 18:56)