Pozwolenie na broń PRL

/ 11 odpowiedzi
Mam pytanie dotyczące posiadania broni przez obywateli w PRL-u. Czy to w ogóle było możliwe, istniała możliwość wyrobienie pozwolenia na broń jako osoba prywatna? Jak wyglądała praktyka wydawania tychże (domyślam się, że w grę wchodziło kilka głębszych z komnedantem). Prosiłbym również o, jeśli takowe istnieją, jakieś dane, statystyki dotyczące posiadania broni w PRL-u.
al-Muell


Możliwość była. Zdobycie pozwolenia myśliwskiego i sportowego niezbyt się różniło od tego jak to wygląda obecnie. "Zwykłe" też można było zdobyć, ale to już nie tak łatwo - musiał być ważny powód. Gdzieś miałem PRL-owskie pozwolenie ale było bodaj na oficera w stanie spoczynku. Z drugiej strony Michał Jagiełło w rozmowie z Teresą Torańską ("Byli") wspomina, że jak zaczęło się robić duszno (1980) to w KC niemal każdy wystarał się o broń - tak powszechny zrobił się strach przed krwawą rewolucją. Wiadomo jednak, ze ludziom władzy łatwiej było o pozwolenie - tak zresztą pozostało do dziś.
Czyli w sumie niewiele się zmieniło.
Jeśli zaś chodzi o broń pozbawioną cech użytkowych, to ani policja ani bezpieka się nią nie interesowała - jeśli lufa była niedrożna, to im wystarczyło. (2013/12/27 17:38)

MAdam 34


To mylisz się Kolego. W PRL nie znano pojęcia broni nie nadającej się do użytku. Owszem można było starać się o wydanie pozwolenia na posiadanie broni w charakterze zabytku, lecz droga przez "mękę" niewiele różniła się od obecnej. Nawet gdy dany egzemplarz sprawiałby problem podczas strzału i tak mógł pozostać zakwalifikowany do "rodziny" sprawnych i jako taki po "rozbrojeniu" trafiał do muzeum, a częściej do prywatnych kolekcji tych "lepiej urodzonych"... Takie przypadki miały miejsce do lat 90-tych. Jak ma się to obecnie nie powiem, ale znając inercję urzędniczą, zaryzykuję twierdzenie: iż niewiele zmieniło się. (2013/12/27 18:50)

al-Muell


Mnie się przypomina sprawa byłego partyzanta, któremu parę lat temu zarekwirowano kolekcję broni pozbawionej cech. Wspominał mniej więcej tak - za PRL był pod stałym nadzorem (za przeszłość i później za związki z opozycją polityczną) i miał dość częste wizyty smutnych panów. Panowie dość dokładnie przeszukiwali dom, wypytywali o różne rzeczy i  dość dokładnie sprawdzali kolekcję broni. Polegało to na tym, że oficer zapalał papierosa, zaciągał się i dmuchał dymem w lufę, po czym patrzył, czy dym wychodzi z drugiej strony. Ponieważ nie wychodził, broń odkładali na miejsce. Mimo że był to człowiek "na celowniku" i na różne sposoby szykanowany, jego kolekcję w tamtym czasie zostawiono w spokoju.
I druga historia - zasłyszana - z wrocławskiego "Trójkąta". Od dawna był to rejon zamieszkany w większości przez dość... ciekawych ludzi. Dość powiedzieć, ze jeszcze na przełomie lat 60. i70. milicja w ramach profilaktyki zrobiła tam duże "Trzepanie" i z niewielkiego geograficznie kawałka miasta "wytrzepała" kilkaset sztuk broni (w tym karabiny i pistolety maszynowe, głównie wojennej produkcji) trzymanych "na wszelki wypadek". W tym czasie jeden z dzieciaków z "ciekawej" rodziny robił furorę na podwórkach, bo biegał z zardzewiałym pistoletem, który podobno gdzieś odkopał. Po owej kontroli jego "zabawka" nie zniknęła - funkcjonariusz MO obejrzawszy dokładnie kawałek żelastwa machnął ręką.
A że w prawie takiego czegoś nie było - też fakt. Warunków jakie musiała spełniać taka broń też nie. A jednak w muzeach leżała broń z zaspawaną lufą i ściętą iglicą.
Aha, wracając do tematu przynajmniej w latach 40. instytucją odpowiedzialną za wydawanie pozwolen na broń był resort Bezpieczeństwa Publicznego. (2013/12/28 07:36)

Mozets


To mylisz się Kolego. W PRL nie znano pojęcia broni nie nadającej się do użytku. Owszem można było starać się o wydanie pozwolenia na posiadanie broni w charakterze zabytku, lecz droga przez "mękę" niewiele różniła się od obecnej. Nawet gdy dany egzemplarz sprawiałby problem podczas strzału i tak mógł pozostać zakwalifikowany do "rodziny" sprawnych i jako taki po "rozbrojeniu" trafiał do muzeum, a częściej do prywatnych kolekcji tych "lepiej urodzonych"... Takie przypadki miały miejsce do lat 90-tych. Jak ma się to obecnie nie powiem, ale znając inercję urzędniczą, zaryzykuję twierdzenie: iż niewiele zmieniło się.
*************************************

Zgadzam się z j/w - niewiele się zmieniło. Mógłbym napisać sporo na ten temat - ale byłoby to niepoprawne politycznie. Zbyt bolące wielu komentatorów na tym portalu- bym nie doczekał się ataków ad personam. Pomimo tego, iż nie mam żadnych powodów by kłamać - wprost przeciwnie. Mam dużą wiedzę na ten temat. Z wykształcenia jestem specjalistą wojskowym uzbrojenia, pracowałem w Wojskowym Instytucie Uzbrojenia  na stanowisku kierowniczym. Byłem pracownikiem dozoru w fabryce uzbrojenia. Przez dziesiątki lat prowadziłem szkolenia na uprawnienia do prac z bronią i amunicją, szkolenia na uzyskanie pozwolenia na broń,  byłem sędzia i instruktorem strzelectwa, zawodnikiem - strzelcem. Wyszkoliłem tysiące strzelców osobiście. Wielu na poziomie wyborowym i wyczynowym. Miałem bliską styczność z myśliwymi, posiadaczami prywatnej broni, itp. Broń była i jest dla wybranych. Nie powiem kim oni są - przekrój jest szeroki. Od przestępców współpracujących z... ( nie powiem z kim) do przeróżnych koterii zawodowych, politycznych. Jest tam też grupa "zwykłych obywateli" ale procentowo nieliczna. Generalnie trzeba być kimś,  kogo WADZA uważa za "swojego" i przydatnego do współpracy. Mógłbym powiedzieć o przekroju myśliwych w kołach łowieckich, jakie zawody ( z przeszłości) i aktualne tam królują. Generalnie nie liczy się czy broń jest komuś naprawdę potrzebna i czy ten ktoś może ją mieć z formalnego punktu widzenia.  Jakim grupom zawodowym jest łatwo dostać pozwolenie. Np. pracownicy firm ochroniarskich - kto tam się znalazł po 89 roku sami sobie powiedzcie. Kto dostawał zezwolenie na koncesjonowane sklepy z bronią i amunicją. Generalnie - WADZA nie może się go obawiać - a wręcz przeciwnie - musi być pewna ,że ubywatel będzie spolegliwy w momentach zawirowań politycznych. Głównym powodem problemów z bronia jest strach władzy przed normalnym, spokojnym, sprawiedliwym, zdrowym psychicznie, umiejącym obchodzić się z bronią   obywatelem ( ale uzbrojonym). W tym tkwi szkopuł. P.S. Jestem w dobrym stanie psychicznym i nie mam zamiaru popełniać samobójstwa. Informacja dla zainteresowanych.

(2013/12/28 19:43)

niebora


W PRL pozwolenia na wiatrówki wydawał komendant miejski lub powiatowy. Pozwolenia na broń palną wydawał Komendant Wojewódzki Milicji. Można było otrzymać pozwolenie na broń sportową bocznego zapłonu kal. 5,6 mm, myśliwską (sztucery, strzelby, kombinowana), do ochrony osobistej (pistolety i rewolwery) oraz na broń pamiątkową (broń osobista, krótka, z okresu wojny lub utrwalania władzy ludowej).Nie było pojęcia "broni pozbawionej cech użytkowych". Jeśli lufa była zaspawana a czoło zamka ścięte nie była to broń w rozumieniu prawa i nie trzeba było na nią żadnego zezwolenia. Broń "wykopkowa" była często kwestionowana i szła do ekspertyzy. Jeżeli nie było np. zamka a korozja była zaawansowana przychodziła opinia, że nie jest to broń w rozumieniu ustawy i zwracano ją posiadaczowi.Generalnie nie było takiego cyrku jak teraz i nikt nie czepiał się zardzewiałego naboju czy wyoranej na polu lufy.Teraz jest dużo gorzej niż za PRL-u bo i poparcie dla władzy jest nikłe a liczebność służb mających inwigilować obywateli urosła do niebotycznych rozmiarów. Gdyby w PRL-u frekwencja na wyborach wynosiła 50 % a PZPR dostałoby 20% głosów trąbiono by o klęsce władzy i utracie zaufania społecznego. (2014/01/02 13:43)

yano57


Dokradnie tak jak napisał Pan niebora. Nie miałem ochoty zabierać glosy w tej dyskusji, ale młody człowiek, który rozpoczął temat, tak samo jest teraz poddawany swoistemu „praniu mózgu” o półkach octem jak mnie wciskano kit, jako to była bieda i ucisk za sanacji. (na drzewach nie mieszkaliśmy, o takich sprawach jak np. Katyń rozmawiało się w domach i z kolegami, wszyscy słuchali Wolnej Europy i Radia Luksemburg).

Właśnie kilka tygodni temu sprzedałem „zabawki, które miałem od bardzo dawna. Polski „Siła” był zarejestrowany właśnie jeszcze za PRL jako pamiątka. Do sprzedażny w dość istotny sposób przyczyniły się obecne przepisy, a nawet nie przepisy a jakaś „chora wręcz” atmosfera jaka panuje na temat broni. Aby przeciętny obywatel mógł otrzyma pozwolenie ilość załatwień „wychodzeń” jest znacznie większa niż za PRL-u załatwienie talonu na malucha.

(2014/01/02 14:37)

Razorblade1967


Mozets: Broń była i jest dla wybranych. Nie powiem kim oni są - przekrój jest szeroki. Od przestępców współpracujących z... ( nie powiem z kim) do przeróżnych koterii zawodowych, politycznych. Jest tam też grupa "zwykłych obywateli" ale procentowo nieliczna. Generalnie trzeba być kimś,  kogo WADZA uważa za "swojego" i przydatnego do współpracy.

Bez urazy, ale to co piszesz to są bajki... Nie przecząc Twoim kwalifikacjom to sam praktycznie z kwestiami broni jestem związany przez większość życia (od podstawówki w PRL i doświadczeniach sportowych, w oczywiście wówczas państwowym klubie strzeleckim, jeszcze w końcu lat 70-tych) i trwa to do dzisiaj. Nie zamierzam się licytować na uprawnienia typu sędzia, instruktor, osoba szkoląca prawników ochrony (i nie tylko), były szef ochrony, publicysta w dziedzinie broni, a przede wszystkim hobbysta broni i strzelania od lat.

Jakiekolwiek porównywanie obecnych możliwości posiadania broni palnej z czasami PRL to jest jakiś (jak to mawia młodzież) "kompletny odlot" i niedostrzeganie rzeczywistości oraz stanu prawnego i praktyki w tej materii.

W PRL praktycznie jedynym pozwoleniem jakie można było uzyskać prywatnie była broń myśliwska, a i to przy odpowiednich koneksjach czy przynależności do ówczesnych "elit". Posiadanie prywatnej broni sportowej było w zasadzie abstrakcją - może poza naprawdę utytułowanymi zawodnikami. Broń do obrony osobistej to z w zasadzie tylko "odpowiedni ludzie" (i akurat tutaj najmniej się zmieniło). Jedynie łatwiejsze było posiadanie broni pozbawionej cech użytkowych - bo nie istniały szczegółowe przepisy na temat wykonywania tych czynności i w zasadzie wystarczało przysłowiowe "przewiercenie lufy".

Sytuacja obecna to praktycznie brak największej przeszkody w posiadaniu broni czyli uznaniowości organów policji - dotyczący każdej broni poza tej przeznaczonej do obrony osobistej.

Mozets: Jakim grupom zawodowym jest łatwo dostać pozwolenie. Np. pracownicy firm ochroniarskich - kto tam się znalazł po 89 roku sami sobie powiedzcie.

Większej bajki dawno nie słyszałem... Owszem w czasie obowiązywania ustawy o broni, amunicji i materiałach wybuchowych z 1961 (przed UoBiA z 1999, która weszła w życie w marcu 2000) oraz przy braku przed 1998 ustawy o ochronie osób i mienia (weszła w życie w marcu 1998, ale podpisana w sierpniu 1997) - pracownik ochrony musiał uzyskać indywidualne pozwolenie na broń palną i faktycznie podstawa wydania była wykonywana praca w ochronie.

Tyle, że w chwilą wejścia w życie ustawy o ochronie osób i mienia orz potem UoBiA - indywidualne pozwolenia się skończyły (a wręcz większości je wtedy cofnięto) i pracownik ochrony fizycznej używa broni na podstawie legitymacji osoby dopuszczonej do posiadania broni, która nie daje żadnego prawa do posiadania indywidualnej, prywatnej broni. Pozwala korzystać z broni zatrudniającej firmy (broń rejestrowana na świadectwo broni) w czasie wykonywania zadań związanych z ochroną.

Posiadanie uprawnień pracownika ochrony fizycznej nie jest i nie było żadną podstawą do wydania indywidualnego pozwolenia na broń. Jest to bajka, którą mogą opowiadać tylko ci, co nie mają z tymi sprawami żadnego kontaktu.

A kto się znalazł w ochronie po 89 to może sam powiesz... bo ja znam całą kupę porządnych ludzi, którzy wykonywali ten często niełatwy zawód. A że wielu miało przeszłość w służbach mundurowych? Bo to usiłujesz sugerować jak mniemam... A niby co w tym dziwnego - tak jest na całym świecie i nikogo to kompletnie nie dziwi, że do takiej roboty najchętniej przyjmuje się byłych wojskowych, policjantów itd. Wręcz na tym świecie jest to zupełnie normalne i zrozumiałe dla każdego.

Mozets: Broń była i jest dla wybranych.

A i owszem - tymi wybranymi są ci co ich na to stać (bo strzeleckie czy łowieckie hobby do tanich  nie należy). No chyba, że przez "wybranych" rozumiesz tych, którzy mają "czystą kartotekę"?

Uzyskanie pozwolenia na broń (poza tą do obrony osobistej) nie nastręcza obecnie żadnych większych trudności - trzeba spełnić odpowiednie warunki i dostaje się pozwolenie. Przykładów bez liku.

Broń sportowa - patent, licencja PZSS, badania lekarskie, "czyste konto", przynależność do stowarzyszenia o charakterze strzeleckim (a tych nie brakuje) i nic nie stoi na przeszkodzie aby uzyskać pozwolenie na parę sztuk broni.

Jakoś dziwnie bywając regularnie na strzelnicy, widzę sporo nowych twarzy. I choć pewnie wg Ciebie jestem z tych "wybranych", bo jestem emerytowany podoficerem WP (o zgrozo służącym jeszcze w PRL), ale moi koledzy ze strzelnicy to rzemieślnik, taksówkarz, serwisant, informatyk, lekarz, nauczyciel, rolnik, a nawet rencista (dawny pracownik fizyczny) i parę innych zawodów kompletnie nie związanych z "władzą", a i część na tyle młodych by PRL-u nawet nie pamiętali. Tak więc schowaj sobie między bajki strzelectwo jako sport dla wybranych (poza oczywiście faktem możliwości finansowych - bo ani broń, ani amunicja tania nie jest, a samo zdobycie uprawnień też kosztuje w okolicy przeciętnej pensji netto).

Tylko jakoś dziwnym trafem w samym tylko 2012 liczba pozwoleń na broń sportową wzrosła o prawie 1,5 tys. (statystyk za 2013 jeszcze nie ma) co wynosi około 8-9% wzrostu w jednym tylko roku (wynik zmian ustawowych w marcu 2011). Oczywiście zapewne uznasz, że to jacyś "wybrani władzy"... ale to już Twój problem.

Broń myśliwska - staż w kole (1 rok), kurs (parę weekendów) i egzamin - oczywiście "czyste konto" i badania lekarskie. I znowu bez problemu można uzyskać decyzję na kilka sztuk broni do celów łowieckich (nawet nie trzeba być w kole łowieckim - można być tzw. myśliwym niezależnym, wystarczy być członkiem PZŁ). Znowu przekrój zawodowy jest bardzo szeroki - ze wskazaniem na zawody w których się odpowiednio zarabia, bo łowiectwo było i jest hobby kosztownym.

W łowiectwie wielkiego wzrostu nie widać - ale przepisy dla myśliwych w zasadzie się nie zmieniają w kwestii uzyskiwania zezwoleń. W każdym razie mamy w Polsce ponad 145 tys. osób posiadających pozwolenie na broń myśliwską - to ci Twoi "wybrani" są strasznie liczni.

Strzelać można też bez żadnych uprawnień - repliki broni rozdzielnego ładowania (sprzed 1885) są dostępne bez żadnych uprawnień (wystarczy być pełnoletnim do zakupu). A problem zakupu prochu rozwiązuje EKBP za marne 105zł (i bez żadnych ograniczeń w wydaniu - obowiązek organu). Jak rozumiem nie ma nijakiej różnicy w tej kwestii z okresem PRL? Wtedy można było mieć tylko oryginały sprzed 1850, od 2004 można było posiadać też repliki, od 2011 przesunięto rok do 1885 (ale dodano rozdzielne ładowanie). Znowu jak kogoś stać na np. rewolwer na 1500-2000zł i potem na wydanie około 1-1,50zł za strzał to nie ma zadnych przeszkód w uprawianiu hobby strzelania z replik historycznej broni.

Strzeleckie hobby nigdy nie będzie masowym i zawsze będzie się ograniczało do ludzi, którzy po prostu mogą sobie na to pozwolić oraz po prostu chcą na takie hobby/sport wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze. Podobnie jak wiele innych stosunkowo (w odniesieniu do przeciętnych zarobków) kosztownych hobby... Nawet nie wspominając, że większość ludzi po prostu nie chce mieć w domu broni, nawet ci co od czasu do czasu lubią sobie przyjść na strzelnicę i postrzelać ze znajdującego się tam sprzętu. A jakoś i tych strzelnic z dobrym wyposażeniem w sprzęt jest coraz więcej (choć ekonomia jest nieubłagana - to też zawsze będzie ograniczona liczba, bo i chętnych na wydawanie tak pieniędzy nie ma aż tak wielu) - większych przeszkód formalnych w zasadzie nie ma (oczywiście trzeba mieć na inwestycję i mieć szansę na zwrot nakładów i zarobek).

Natomiast sugerowanie ludziom strzelającym sportowo czy uprawiającym łowiectwo jakiejś "przeszłości" jest albo po prostu celowo obraźliwe, albo wynika z kompletnej ignorancji lub ewentualnie z jakiś frustracji (nie wiem czym i mam to osobiście gdzieś).

Czy obecne przepisy są idealne?   Oczywiście nie są - wiele kwestii budzi kontrowersje, sama ustawa faktycznie ma "charakter reglamentacyjny" (ale coraz mniej) i niejedno warto by zmienić. Ale porównywanie tego do czasów PRL i usiłowanie sugerowania podobieństw jest generalnie śmieszne oraz dowodzi ignorancji w tej materii.

Obecne przepisy, które pozwalają na stosunkowo proste uzyskanie pozwoleń na broń to dzieło ludzi, którzy od lat nad tym pracowali, działali w tym zakresie - i to począwszy od tych, którzy w skali mikro, w społecznościach lokalnych z mozołem budowali pozytywny wizerunek strzelectwa w tzw. "opinii społecznej", a kończąc na tych, którzy działając w formach zorganizowanych (stowarzyszeniach) docierali do polityków i "lobbowali" za korzystnymi zmianami w prawie. Oczywiście nie wszystko się udało i jest jeszcze wiele do zrobienia...

Natomiast z zasady "dla sprawy" najmniej robią ci, którzy potem wylewają swoje frustracje w sieci sugerując (w sposób mniej lub bardziej otwarty) jakieś "przeszłości", "konszachty z władzą" (jak rozumiem nielegalne - bo legalnych chyba wstydzić się nie trzeba) czy wręcz "bycie przestępcą współpracującym z...".

Tak więc Mozets - Twoje stwierdzenia wkładam do różnych innych "bajek z krainy mchu i paproci", bo wyraźnie nie masz kompletnie pojęcia, ani o tzw. "środowisku strzeleckim", ani tak naprawdę o kwestiach uzyskiwania pozwoleń na broń palną - a to co piszesz to są Twoje wyobrażenia, a nie obraz rzeczywistości. Ale w sumie marudzić potrafi każdy... a slogan "władza boi się uzbrojonego społeczeństwa" jest wyświechtany i w sumie nawet mało oryginalny. (2014/01/11 11:38)

nokian


Nie ma co już dalej ciągnąć tematu jak to traktowani byli i są szaraczkowie w temacie "pozwoleń na broń" Dodam tylko że sam miałem przez wiele lat ciekawą konstrukcję gazowego  pistoletu TT cal.9mm, oczywiście posiadałem pozwolenie. Kupiłem go jak najbardziej legalnie w sklepie w Polsce, głównie to nie chodziło mi o broń do obrony, chociaż powiem że miała ogromne uderzenie, wyczytałem że robili z tą TT-ką badania w zakładzie medycyny sądowej i z przystawienia potrafiła połamać kości w drzazgi, chodziło mi o wygląd tego egzemplarza - była to TT-ka robiona na oryginalnych częściach, z tego co się dowiedziałem to te gazówki TT-ki powstały jako przeróbka wycofanej broni z zapasów magazynowych wojska, moja miała oczywiście zwężenie w lufie oraz zastawkę ale w głębi lufy było widać gwint, była po prostu sliczna, niestety zmiana przepisów i musiał bym latać po lekarzach i tłumaczyć sie co pare lat aby mieć taką gazówkę, nie wspomne że trzeba było pozbyć sie paru stówek złociszy. Ze smutkiem zdałem pozwolenie a broń poszła do huty:( pozostała mi na pamiatke oryginalna poszerzana policyjna kabura z miejscem na zapasowy magazynek. (2014/01/16 19:00)

nokian


http://kaliber.go3.pl/741-bro%C5%84-gazowa-pistolet-tt.html (2014/01/16 19:03)

Artur W


Do kompletu warto dodać, że ta dyskusja dotyczy w pierwszym rzędzie broni ostrej. Pistolet gazowy był czas, że można było mieć bez zezwolenia. Za późnej komuny już nie.
Po 1989 r. pozwolenie dostawał kto chciał, trzeba było napisać podanie z uzasadnieniem "w celu obrony osobistej w związku ze wzrostem przestępczości". Nawet zaświadczenie o niekaralności nie było niezbędne. (2014/01/18 19:13)

nokian


No nie do końca, pamiętam że zdawałem krótki egzamin, sąsiedzi w bloku mieli wizytę dzielnicowego z wywiadem na mój temat, później miałem wizytę w domu oraz sprawdzenie czy przechowuję broń w kasetce pancernej. Czyli to nie było tak "byle jak - byle co" bo to tylko gazówka. W temacie o pozwoleniu na broń ostrą chciałem zwrócić uwagę tylko na perypetie związane z uzyskaniem pozwolenia na taką nawet gazówke i związane z tym utrudnienia jak by to był na zachodzie co najmniej karabin automatyczny. (2014/01/18 19:36)