Montereau 1814-2014

Działania bojowe nowej kampanii rozpoczęliśmy w czwartek 13.02.2014; w drogę wyruszyły    2 busy (warszawski i krakowski) oraz auto z Koźla; łącznie 19 żołnierzy i 4 markietanki z 2pp,4pp,12pp oraz kozielska Legia Polsko-Włoska, pod łączną komendą szefa batalionu Zubka. W piątkowy, deszczowy  i wietrzny ranek byliśmy już na francuskiej ziemi – ten dzień przewidziany był na zwiedzanie –       bus warszawski obrał kierunek Fontainebleau, pozostali ruszyli na Paryż.

Wspaniała rezydencja królewska w Fontainebleau to miejsce ściśle związane z legendą napoleońską; apartamenty Cesarza, papieża Piusa VII i…rzecz oczywista Dziedziniec Pożegnania (paradoksalnie, zanim oddaliśmy pierwsze strzały tej kampanii, oczyma wyobraźni już ją kończyliśmy).

Podobnież w pachnącym wszelaką perfumą Paryżu (przypadało św.Walentego i wyfiokowana płeć piękna tłumnie wyległa na tamtejsze bulwary), ruszyliśmy szlakiem napoleońskich pamiątek: Fontanna Zwycięstwa na Placu Chatelet, kolumna Vendome, Muzeum Legii Honorowej (posiadające także ordery Virtuti Militari - niedaleko od tej placówki natknęliśmy się na antykwariat o tej bliskiej naszym sercom nazwie, pełny napoleońskich artefaktów), Karuzel, Łuk Wielkiej Armii i jako wisienka   na tym napoleońskim torcie wizyta w Pałacu Inwalidów i u samego Cesarza. Niestety nie udało nam się odnaleźć w Muzeum Orsay obrazu Meissoniera „Kampania 1814”; to niepowodzenie powetował nam Paryż wspaniałym zachodem słońca nad Sekwaną.

Krótko przed północą w komplecie stanęliśmy w Montereau, położonym u ujścia rzeki Yonne  do Sekwany (jakieś 25 km od Fontainebleau i 80km na płd-wsch.od Paryża); zakwaterowano nas       w położonej nad brzegiem Sekwany hali sportowej (wybrano tę opcję z racji braku miejsca na ekwipunek w samochodach i chyba słusznie). Miasteczko żyło tą imprezą, nieomal w każdej witrynie sklepowej, lokalach, na murach domów wszelakie napoleońskie akcenty; mieszkańcy życzliwi i zaangażowani.

Pole bitwy w miejskim parku, tamteż obóz i stragany. Sobotnia bitwa jak to określiła Kasia (12pp) – „przyjemna”; jakieś 400-500 uczestników, ok.40 koni, kilka dział, troszkę pirotechniki, elementy scenografii, w tym całkiem udana makieta mostu, podkład muzyczny; niezgorsze dowodzenie.       Jak to wielokroć bywało, razem z czeskimi, censowskimi jednostkami tworzyliśmy wspólny półbatalion   ( który odtwarzał działania dywizji generała Duhesme), co miało m.in. ten plus, że do boju wciąż przygrywali nam wspaniale dobosze i Michaela.

Po bitwie udaliśmy się całym oddziałem na most (o który walczono przed 200 laty),         pod pomnik Napoleona. Wieczorem bogata oferta kulturalna: napoleońska rock opera; Mozart, Beethoven i waltorniści na koncercie w tamtejszym kościele; wystawa i diorama bitwy pod Montereau; nie zabrakło też wspaniałych ogni sztucznych; dodatkowo „złote” wieści z Soczi - wszystko to wprawiło nas w znakomity nastrój - z tym większą przyjemnością na kwaterze ugościliśmy czeskich przateli.

Niedzielnym rankiem, rezygnując z zaszczytu wzięcia udziału w defiladzie ruszyliśmy do kraju…

Podziękowania dla towarzyszy walki i podróży. Do kolejnego (co najmniej tak udanego) spotkania na francuskiej ziemi.

Spisał i opatrzył zdjęciami adiutant Sztabu Dywizji XW

fizylier Andrzej Chyra (12pp)