Losy szer. Stefana z KOP Czortków

/ 1 odpowiedzi

                                         KOP w Czortkowie

 / losy szer. Stefana Stobnickiego z ostatnich dni przed II WW i pobyt w stalagach/

Szer. Stefan Stobnicki - początek służby w KOP Czortków

Przede wszystkim - kim, a raczej czym był KOP? Czy za zadanie miał wyłącznie strzec naszej granicy? Otóż nie - do zadań KOP-u należała też walka z terroryzmem, dywersją, szpiegostwem, a także w niektórych wypadkach tłumienie niepokojów społecznych wśród mniejszości etnicznych. Do jego szeregów szli żołnierze wyselekcjonowani, specjalnie dobrani, o właściwym "kręgosłupie moralnym". Służba tam była ciężka i długotrwała, a formacja mimo iż miała struktury i uzbrojenie identyczne jak WP podlegała pod MSW.W 1939r., w sierpniu, cała formacja przeszła ze stopy pokojowej na wojenną, tworząc dywizje. Do KOPu zostawali przyjmowani tylko ludzie z dobrych rodzin, z takich, których członkowie nie siedzieli w więzieniach za przewinienia. Musieli to być pewni ludzie, zaufani, ale także tacy, co wyróżniali się sprawnością fizyczną. Trudno ich porównać do spadochroniarzy czy komandosów. KOP miał po prostu inne, rozszerzone zadania (i kompetencje), niż współczesna Straż Graniczna (lub wcześniejszy WOP). Jedno jest pewne - musieli to być żołnierze lojalni i zdyscyplinowani, posłuszni najtrudniejszym nawet rozkazom.

 Kilka danych o Czortkowie

Czortków – (ukr. Чортків) – miasto rejonowe na Podolu w płd.zach. Ukrainie w obwodzie tarnopolskim – 29 075 mieszk. w 2001 r. (28 tys. (1991); położony nad Seretem (dopływ Dniestru). Przemysł spożywczy, odzieżowy, naprawcze zakłady samochodowe. Dawne polskie miasto powiatowe w woj. tarnopolskim. Ludność: 5191 w 1921 r., 19 000 w 1931 r. Zabytki: muzeum; 2 drewniane cerkwie i zamek z XVI w. Zachował się stary polski cmentarz z licznymi nagrobkami (obiekt jest w znacznym stopniu zdewastowany) oraz mauzoleum i katakumby ofiar ukraińskich egzekucji z lat 1918-1919. Spoczywają tam prochy obrońców Czortkowa z okresu walk polsko-ukraińskich, m.in. młodzi Polacy 16-, 17-letni gimnazjaliści.

Historia
Miasto założone przez Jerzego Czortkowskiego, prawa miejskie potwierdzone w roku 1522, kolejni właściciele to Golscy, Potoccy, Sadowscy.

- W XIV w. włączony do Polski, wzmiankowany w 1522.

- W 1532 otrzymał prawa miejskie.

- W 1672-1683 w granicach Turcji – jako wynik uzgodnień w traktacie buczackim.

- 1683-1772 – należy do Rzeczypospolitej Polskiej.

- Od 1772 w wyniku rozbioru Polski znalazł się w Cesarstwie Austriackim.

- 1918-1939 w granicach Polski. Do 1939 roku: miasto powiatowe (powiat czortkowski) w województwie tarnopolskim, znajdowało się tu również dowództwo Brygady KOP "Podole" i garnizon macierzysty Batalionu KOP "Czortków".
- 1939-1941 pod okupacją sowiecką, deportacje Polaków) w głąb ZSRR.

- 1940 – powstanie czortkowskie – wybuchło w rocznicę powstania styczniowego w nocy z 21/22 stycznia; niestety nieudane - szybko zostało zdławione przez wojsko radzieckie, które okupowało miasto. Powstanie było zorganizowane w przeważającej mierze przez młodzież gimnazjalną, harcerstwo; sygnałem rozpoczęcia powstania była melodia "Warszawianki" odegrana na trąbce. Był to pierwszy na okupowanych ziemiach powstańczy zryw podczas II wojny światowej, jego celem było odbicie z więzienia aresztowanych polskich żołnierzy, by mogli oni później przez Zaleszczyki przedostać się do Rumunii (przez Czortków przejeżdżały trasporty aresztowanych polskich żołnierzy i policjantów, których wieziono w stronę Miednoje(?)). Ten pierwszy zryw powstańczy zakończył się tragicznie – aresztowani zostali wszyscy polscy chłopcy – gimnazjaliści w Czortkowie; wielu z nich za udział w powstaniu skazano na karę śmierci, innych skazano na wielomiesięczne więzienie lub zesłano w głąb Rosji.

- 1941-1944 pod okupacją niemiecką.

- 1945-1991 w Ukraińskiej SRR.

- 1946 – wysiedlenie Polaków

- Od 1991 w Ukrainie.

/Artykuł poniżej jest autorstwa Marka Sokołowskiego od słów początek blockquoteu, do – koniec blockquoteu. /

Reszta materiału : jak zdjęcia rodzinne – pochodzi ze zbiorów rodziny Stobnickich – krewnych Stefana, zdjęcia lotnicze stalagu - z sieci net. Jak również opracowanie informacji o stalagach wokół Norymbergi. 

/Początek blockquoteu/

 KORPUS OCHRONY POGRANICZA – Czortków

                                                 w walkach w rejonie Końskiego

                                                        /Pamięci żołnierzy KOP. /
                         
 NA WRZEŚNIOWYM SZLAKU 163 PUŁKU PIECHOTY

Okolice Szydłowca, Przysuchy i Końskich, były we wrześniu 1939 roku, miejscem koncentracji i walk obronnych prowadzonych przez 36 DP rez. Dywizja ta była jednostką kombinowaną, utworzoną w dużej mierze z żołnierzy Brygady KOP „Podole”. Wobec napiętej sytuacji politycznej w sierpniu 1939 roku, oddziały tej brygady zostały ściągnięte do garnizonów z manewrów w rejonie Bodzanowa. Mobilizację alarmową zarządzono 27 sierpnia około godziny 17-tej. Nastrój mobilizowanych żołnierzy był bardzo dobry, mobilizacja przebiegała sprawnie, choć ujawniły się także problemy. Brakowało mundurów, butów, pasów głównych, żołnierzom zaś wydano identyfikatory bez wybitych nazwisk i przydziałów. Słaby był stan koni i wozów. Przy dużym wysiłku oficera organizacyjnego ppor. rez. Zbigniewa Brosznowskiego naprawiano wozy, podkuwano konie. 29 sierpnia około godziny 22-ej, ze stacji Czortków na Podolu nastąpił wyjazd pierwszego eszelonu wiozącego I baon 163 pp rez. Zgodnie z planem, mobilizację części alarmowej 36 DP rez. zakończono 30 sierpnia. Transporty kierowano przez Lwów – Kraków- Tunel – Skarżysko Kam. – do Szydłowca. Do stacji wyładunku dotarły m.in.: dowództwo dywizji oraz sąd polowy nr 63 utworzone przez dowództwo Brygady KOP „Podole”, 163 pp rez., w tym I i II baon zmobilizowany alarmowo przez baon KOP „Czortków” i III baon zmobilizowany przez KOP „Borszczów”, kompanie kolarzy, ckm i łączności, szwadron kawalerii dywizyjnej 36 DP rez. utworzony ze Szwadronu Kawalerii KOP „Czortów”, dowodzony przez rtm. Bronisława Riczkę. W rejon ześrodkowania nie dotarły jednostki mobilizowane później, już w trybie mobilizacji powszechnej.
Drugi z pułków działających w ramach 36 DP rez., dowodzony przez ppłk. Zygmunta Gromadzkiego, 165 pp rez. (I i II baon), który mobilizował 17 pp w Rzeszowie, wyładowany został w rejonie Szydłowca, na stacji kolejowej Jastrząb.
Dywizja w składzie dwóch pułków, pod koniec dnia 1 września, stanowiła jedyny większy oddział na Kielecczyźnie.( por. Jan Wróblewski, „Armia Prusy 1939” Warszawa 1986) Nocą z 1 na 2 września płk Ostrowski rozpoczął przegrupowanie oddziałów w kierunku Opoczna, 2 września dywizja ześrodkowała się w rejonie Bąków - Zawada - Janów - Przysucha - Brogowa. Dowództwo stanęło w Chlewiskach, jednak po rozwinięciu stanowiska dowodzenia, dotarł rozkaz ze sztabu Naczelnego Wodza wydany 2 września o godz. 3.00, anulujący przemarsz w rejon Opoczna.
Dywizja miała zorganizować obronę wzdłuż północnego brzegu rzeki Czarnej, aby osłaniać wyładowywanie z transportów kolejowych na stacji Skarżysko-Kamienna, pozostałych wojsk zgrupowania południowego Armii „Prusy”. Rozpoczęto przegrupowanie w rejon na południowy-zachód od Końskich, nad rzekę Czarną. Na czele dywizji szedł 163 pp rez., który pod wodzą podpułkownika Przemysława Nakoniecznikoffa, 4 września rano przybył na swój odcinek obrony w rejon lasu Wincentów. Pierwszy batalion dowodzony przez majora Stanisława Ruśkiewicza zajął stanowiska na północnym brzegu rzeki, od rozwidlenia drogi Ruda Maleniecka – Wiosna, wystawiając ubezpieczenie w rejonie Maleńca. Drugi batalion stanowiący drugi rzut bojowy, dowodzony przez majora Jana Andrychowskiego i trzeci batalion dowodzony przez majora Kazimierza Bielawskiego oraz pozostałe oddziały ześrodkowały się w rejonie Ruda Maleniecka – Sierosławie, na północny wschód od Dęby. Dowodzony przez pułkownika Zygmunta Gromadzkiego 165 pułk zajął stanowiska obronne na południe od Końskich. Szwadron kawalerii dywizyjnej rotmistrza Bronisława Riczki, zajął stanowiska na zachód od Końskich, następnie przesunięty został w rejon Żarnowa. W dniach 3 i 4 września 36 Dywizja Piechoty wraz z rozlokowywanym w rejonie Skarżyska - Kielc i Końskich, południowym zgrupowaniem Armii „Prusy”, stanowiła osamotnioną wyspę obronną, która z braku wojska miała luki na skrzydłach sięgające kilkudziesięciu kilometrów.
Po południu 6 września z Przedborza na Końskie ruszyło natarcie II niemieckiej Dywizji Lekkiej z 14 Korpusu Zmotoryzowanego. Pierwsze walki z oddziałami nieprzyjaciela, wzdłuż szosy z Czermna do Wyszyna, podjęła komp. rozpoznawcza pierwszorzutowego 163 pułku 36 DP rez. Stoczyła ona walkę z niemieckim batalionem wzmocnionym artylerią. Pododdziały niemieckie zaatakowały następnie przyczółek pod Rudą Maleniecką, gdzie broniła się 3 kompania I batalionu. W tym dniu, aby wypełnić 20 kilometrową lukę obronną pomiędzy 36 DP i 3 DP ze zgrupowania południowego Armii „Prusy”, szwadron rtm. B. Riczki został przesunięty z rejonu Żarnowa w rejon Stąporkowa i Krasnej. Na odcinku bronionym przez 163 pp rez. cały czas trwały walki. Wieczorem został przez żołnierzy polskich zerwany most i tama na rzece Czarnej, rozlane wody zatopiły znaczne połacie terenu, co stanowiło poważną przeszkodę w ruchu pojazdów mechanicznych.
Nocą z 6 na 7 września sytuacja bojowa 36 DP rez. pogarszała się, dywizja była osamotniona postanowiono oddziały podciągnąć bliżej Końskich. wykorzystując poranną mgłę. 7 września ugrupowanie przyjęło nowe pozycje obronne wokół Końskich. Pierwszorzutowy 163 pp obsadził odcinek na zachód od Modliszewic i na południowy zachód od Nowego Kazanowa. Około godziny 14-tej pod ogniowym wsparciem artylerii ruszyło niemieckie natarcie, w wyniku silnego ostrzału i ponawianych prób, nastąpiło włamanie się Niemców do Kazanowa. Bateria kapitana Stanisława Pruskiego została obezwładniona celnym ogniem artyleryjskim, korygowanym z samolotów obserwacyjnych nieprzyjaciela. Podpułkownik P.Nakoniecznikoff zarządził kontratak siłami I baonu. Przebieg tych walk tak opisuje Piotr Zarzycki: „Uderzenie polskie wyszło z lasu kazanowskiego. Wzięły w nim udział 1 kompania kpt. Artura Dubeńskiego i 2 kompania por. Bogumiła Jurkiewicza. Atak na bagnety zaskoczył Niemców, którzy pośpiesznie wycofali się co pozwoliło odzyskać Kazanów. Kontratak wsparły ogniem III pluton. pod dowództwem plut. Franciszka Woźnego i pluton taczanek pod dowództwem ppor.rez. Stanisława Dziedzica 3 komp. ckm 163 pp rez.” /. Po wyparciu nieprzyjaciela, krótką przerwę w walce wykorzystano do ewakuacji rannych, których było bardzo wielu. Przewieziono ich do szpitala w Końskich. Sytuację na pomocniczym stanowisku opatrunkowym w lesie, na zachód od Końskich, tak opisuje lekarz 163 pp rez. kpt. lek. Wacław Chojnacki: Napływ rannych jest tak duży, że we dwójkę, z podchor. lek. Michałem nie możemy nadążyć ich opatrywać i ewakuować, chociaż we wszystkich batalionach lekarze urzędują . Wkrótce Niemcy ponownie zaatakowali, przełamując obronę na odcinku bronionym przez 7 i 8 kompanię III baonu 163 pp rez. Nastąpił ponowny polski kontratak siłami III baonu dowodzonego przez mjr. K. Bielawskiego, wspartymi przez odwodowy I baon 163 pp rez. mjr. S. Ruśkiewicza. Dochodzi do walki wręcz, decyduje bagnet i granat. W czasie ciężkich walk o każde zagłębienie terenu, szczególną dzielnością wsławił się plut. rez. Michał Raczykowski z Borszczowa. W walce ginie por. Józef Bukowski d-ca plutonu 1 komp. odwodowej baonu KOP „Borszczów”. Ostrzał artylerii niemieckiej na Las Kazanowski powoduje poważne straty wśród stojących tam taborów, pociski padają na punkt opatrunkowy, rozbijają punkt sanitarny, ginie sanitariusz i woźnica, ranny zostaje kpt. lek. Wacław Chojnacki /.Walki pośród zgliszcz Kazanowa trwały do zmroku. Niemcy wycofali się za rzekę Czarną. Pułk poniósł wysokie straty w ludziach. Poległo wielu polskich żołnierzy, a tabory pułkowe były rozbite. Stracono 5 działek ppanc. Jak podaje Piotr Zarzycki: „Według szacunkowych danych straty ludzkie 163 pp rez. osiągnęły tego dnia ok. 30%, a siła bojowa zmniejszyła się o ok. 50 % z powodu utraty ciężkiej broni” /. W nocy zaplanowano odwrót w kierunku wschodnim, w nakazany rejon koncentracji na wschód od szosy Skarżysko – Szydłowiec, w lesie na południe od wsi Sadek, a na zachód od Kierza Niedźwiedziego. W fazie organizowania odwrotu dowódca dywizji pułkownik Bolesław Ostrowski zabrał sztab dywizji, kompanię sztabową, szwadron kawalerii dywizyjnej, większość taborów i odjechał do leśniczówki Barak. O godzinie 20-tej pozostałe wojska polskie opuściły teren bitwy kierując się na wschód. Jako ostatnie opuściły Końskie baony 165 pułku, którym dowodził ppłk. Z. Gromadzki. Rolę ubezpieczenia spełniał II baon 165 pułku dowodzony przez mjr. Stanisława Inglota. Dowódca 163 pułku ppłk. P. Nakoniecznikoff objął dowództwo nad całością kolumny.
Przemarsz pozostałych oddziałów nastąpił dwiema drogami: pierwsza wiodła przez Nowy Kazanów, Końskie, Furmanów, Hutę, Barak, a druga przez Piłę, Kozią Wolę, Niekłań, Majdów, Skarżysko Książęce. W nocy nastąpiło przemieszanie oddziałów w poszczególnych pułkach, dlatego przegrupowanie oddziałów opóźniło odwrót dywizji. Wszystkie samochody okrężną drogą wysłano do nakazanego rejonu. Z ostrzeliwanych Końskich udało się ewakuować część rannych, których wywieziono na 40 wozach. Po godzinie 21-ej rozpoczął się odwrót 36 DP rez. Odwrót był bardzo trudny, tak wspomina go kpt. lek. W. Chojnacki: Maszerujemy po drogach wyboistych, polnych lub duktami leśnymi. Co chwila tabor zaczopowuje się, wozy się psują, konie ustają. Słyszę dookoła sarkania żołnierzy(...). Dokuczliwy brak wody. Ranni proszą o wodę. Mam zaledwie w kilku manierkach trochę wody i rozdzielam ją łykami... Zapasu wody nie mogę zrobić, bo omijamy wioski i osiedla /.
Straż boczna składająca się z II/165 pp rez., dowodzona przez mjr. S.Inglota, została zaatakowana rankiem w okolicy Niekłania, kompanie ppor. Mieczysława Wałęgi i ppor. Tadeusza Kuhna przyjmują główne uderzenie. Obie kompanie zostały rozbite, nieprzyjaciel atakuje straż tylną 36 DP rez., którą stanowił I/165 pp rez. dowodzony przez mjr. Mariana Tinza.
Pułkownik B. Ostrowski dotarł do leśniczówki na skraju wsi Barak, w pobliżu szosy Skarżysko - Szydłowiec rano 8 września około godz. 7-ej. Dowódca wydał rozkaz zabezpieczenia miejsca postoju. Nakazał zorganizować ubezpieczenie, szwadron kawalerii rozwinął się po obydwu stronach szosy, na skraju lasu od strony Szydłowca, zaś kompania sztabowa obsadziła kierunek od Skarżyska około 1, 5 kilometra na południe od kawalerzystów. Około godziny 11-tej oddziały te zaatakowała szpica złożona z oddziału kawalerii zmotoryzowanej i 5 samochodów pancernych, wsparta działkami ppanc. oraz bronią maszynową. Opór stawiła im najpierw kompania sztabowa oraz szwadron kawalerii. Kompania sztabowa zmuszona była pod naporem nieprzyjaciela wycofać się w las, w czasie walki została rozproszona. Pułkownik B. Ostrowski nakazał kwatermistrzowi dywizji mjr. dypl. Stanisławowi Kramarowi i pomocnikowi oficera operacyjnego kpt. Władysławowi Fijałkowskiemu przyjść z pomocą walczącym oddziałom poprzez kontratak przy pomocy żołnierzy kompanii łączności i żołnierzy z taborów. Na czele atakujących szli mjr dypl.
S. Kramar, kpt. Ładysław Kuśmidrowicz oraz oficer operacyjny kpt. Wojciech Borzobohaty. Kontratak załamał się, niepowodzeniem zakończyła walka szwadronu kawalerii. Kawaleria wycofała się do m. Barak. Tutaj była ponownie atakowana przez nieprzyjaciela, odpierała ataki, aż do godziny 15-tej, a po włączeniu artylerii niemieckiej, rtm. B. Riczka, po stwierdzeniu obecności w pobliskim lesie pancernych oddziałów niemieckich i nie nawiązawszy kontaktu z resztą grupy, nakazał odwrót. W czasie dotychczasowej walki szwadron stracił 15 koni. (por. Południowe Zgrupowanie Armii Prusy we wrześniu 1939 str. 259.). Kawaleria wycofała się w kierunku Wierzbicy i Skaryszewa, w godzinach wieczornych 9 września, przekroczyła Wisłę pod Regowem. Szwadron rtm. Riczki, dołączył na Lubelszczyźnie, do kombinowanej Brygady Kawalerii płk. Adama Zakrzewskiego. W trakcie walk pod Jacnią, koło Krasnobrodu, w dniu 23 września poległ dowódca szwadronu.
Siły główne dywizji dotarły w godzinach popołudniowych do szosy Skarżysko-Szydłowiec, napotykając wszędzie na drodze odwrotu oddziały niemieckie . Stwierdzono odcięcie dywizji od sił prowadzonych przez płk. B. Ostrowskiego i pozostałych sił Zgrupowania. Dowództwo nad resztą dywizji objął ppłk. P. Nakoniecznikoff, który podjął decyzję o przebiciu się. Przed natarciem na posuwające się szosą jednostki niemieckie zarządzono krótki odpoczynek w lesie na południe od m. Barak. Żołnierze byli bardzo zmęczeni, wydano wówczas ostatni obiad. Przed walką dołączył do dywizji pluton konny z komp. kpt. Tadeusza Swobody, który prowadził rozpoznanie na kierunku Skarżysko Kamienna. 163 pp rez. ruszył do natarcia po godzinie 15-tej, 165 pp rez. ubezpieczał działania, w jego składzie dowódca pozostawił baon z rozbitków 7 DP. 163 pp rez. ruszył do natarcia na lewym skrzydle, od strony Skarżyska Kamiennej. Pierwszy do szosy dotarł I baon 163 pp rez. majora S. Ruśkiewicza. Zaskoczył on kolumnę niemiecką niszcząc kilka pojazdów i rozpraszając nieprzyjaciela w lesie od strony wschodniej na kierunku Sadek. Nieprzyjaciel od strony Baraku wprowadza nowe siły, trwa zacięta walka, obie strony ponoszą znaczne straty. Duży sukces odnosi baon mjr. J. Andrychowskiego, gwałtownym uderzeniem likwiduje nieprzyjaciela na szosie, którą następnie obsadza. Kompania por. Mariana Jakubowskiego z 2 plutonami cekaemów obsadza szosę na południowym skraju lasu szydłowieckiego. Kompania por. Stanisława Wośki z działkami ppanc., kompania por. Zbigniewa Horoszewicza i bateria dział kpt. S. Pruskiego staja na szosie na prawym skrzydle. Działa strzelają na wprost do nadjeżdżających czołgów wroga. Nieprzyjaciel traci kilka czołgów. W II/165 pp rez. wyróżnia się celowniczy działka ppanc. strzelec Stefan Kolasa. Nieprzyjaciel kieruje na polskie stanowiska ogień artylerii. Do walki włącza się I/165 pp rez. majora M. Tinza, który dotarł do rejonu walki, niszczy dalszych kilka pojazdów i zajmuje szosę w rejonie Barak - Wola Korzeniowa. Nieprzyjaciel wprowadza do walki od strony Szydłowca nowe siły i lotnictwo. Trwa bój. Tak jego rozpoczęcie wspomina uczestnik Józef Krajna: Padła komenda: ognia! Rozpoczął się jazgot karabinów maszynowych i ręcznych. Kiedy pierwszy czołg mijał dolinę, dosięgła go salwa i pokrył się obłokiem czarnego dymu. Drugi próbował wyprzedzić rozbity wrak, lecz daremnie. Też dostał. Rozgorzał bój.
Kiedy I/165 pp rez. zatrzymał się aby pozbierać rannych i broń, znów następuje atak niemiecki. W walce uczestniczy też batalion zbiorczy 7 DP, dowodzony przez por. Michała Chełmickiego. W pierwszej linii idzie kompania zbiorcza z 27 pp dowodzona przez por. Jana Łodzińskiego. Atakują nieprzyjaciela leśnymi duktami, kompanię zbiorczą z batalionu ON Kłobuck prowadzi por. Jan Merkisz z 25 pp. Niespodziewana akcja odrzuca wroga, giną w niej jednak: por. J. Merkisz, ( w latach 1934-1938 oficer KOP Iwieniec), ppor. Józef Kopytek, ppor. Kazimierz Maliszewski, ppor. Jan Maszkowski, plut. Tadeusz Boba, szeregowy Mieczysław Kupiak z 25 pp, a z 27 pp giną por. Kazimierz Malczewski, ppor. rez. Marian Majcherek, kpt. lek. dr Adam Kolberg. Przecięty serią z karabinu maszynowego w pobliżu szosy pada szef kompanii sierż. Józef Paszkiewicz.
Niemcy próbują uderzenia na tyły 163 pp rez., w groźnej sytuacji znalazła się kompania dowodzona przez kpt. Władysława Henzla. Wróg tymczasem wezwał na pomoc lotnictwo. Niebawem nad pozycjami wojsk polskich pojawił się samolot obserwacyjny „Henkel”. Wkrótce potem odezwała się także niemiecka artyleria ciężka, bateria Halickiego została rozbita. Poległa też jej obsługa.
Łącznie w walce zginęło 136 polskich żołnierzy. Z braku szczegółowych informacji identyfikacyjnych, trudno dziś jednoznacznie ustalić pełną liczbę poległych żołnierzy KOP. Biorąc jednak pod uwagę ich zaangażowanie w walkę oraz bitność 163 pp rez., można przypuszczać, że większość z nich to kresowi żołnierze KOP. Udało się ustalić ich nazwiska: st. strzelec DROCHOMIRECKI…, strz.
Walter JAGER, por. Marian Wincenty JAKUBOWSKI z baonu KOP „Czortków”, Władysław Antoni JANKOWSKI, ppor. KRAWCZYK…z baonu KOP ”Czortków”, kpt. Stefan MRÓZ z baonu KOP „Czortków’, kpr. PODBRĄCZYŃSKI…, strzelec WIDECKI…, kpr. Józef WOŁEK. Wszyscy oni polegli w walkach pod Szydłowcem , W dniu 8 września, jak po latach udało się ustalić rodzinie, poległ także żołnierz 163 pp rez strz. rez. Kazimierz Żółkiewski
Słońce zachodziło ukazując duże półkole czerwieni. Kończył się niezwykle ciężki i krwawy dzień 8 września 1939r. Dowódca oddziałów polskich ppłk. P. Nakoniecznikoff rzucił całość sił do sforsowania szosy i wsparcia baonu 163 pp rez., 6 kompanii 165 pp rez., która ocalała po bitwie batalionu mjr. S. Inglota pod Niekłaniem. Pierwszy sforsował przeszkodę ppłk Z. Gromadzki. Wraz z nastaniem zmierzchu Niemcy wycofali swe siły spod wsi Barak i wojska polskie przeszły na wschodnią stronę bez walki. Tylko od czasu do czasu ostrzeliwała je artyleria niemiecka. Kolumna polska udała się w rejon Trębowca Dużego na zachód od Iłży, tam częściowo wzięła jeszcze udział w bitwie o Iłżę. Po dotarciu w pobliże Wisły oddziały uległy rozformowaniu w okolicy leśniczówki Narożnik. Małe grupy żołnierzy samodzielnie przedzierały się za Wisłę. Żołnierze z rozformowanej 36 DP rez. walczyli jeszcze w innych jednostkach w okolicy Chełma Lubelskiego i Krasnobrodu. W miejscowości Jacnia poległ rotmistrz Bronisław Riczka, w rejonie tym we wrześniu 1939 roku walczyły oddziały Wołyńskiej Brygady Kawalerii dowodzonej przez pułkownika Filipowicza oraz Kombinowanej Brygady Kawalerii pułkownika Zakrzewskiego. Żołnierz polski trwał z godnym podziwu uporem, podejmując mężnie nierówną walkę z najeźdźcą.
Szczególnym symbolem tej walki dla mieszkańców Szydłowca i okolic stał się dzień 8 września i bitwa pod wsią Barak. W 1980 w Baraku wzniesiony został pomnik poświęcony Żołnierzom Września, od lat dziewięćdziesiątych XX wieku corocznie Urząd Miasta organizował uroczystości rocznicowe bitwy pod Barakiem. Udział w tej bitwie oddziałów sformowanych z żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza był jednak zapomniany. Decyzja władz szkoły, samorządu uczniowskiego i rady rodziców jest nawiązaniem do lokalnej historii i napawa nadzieją przywrócenia pamięci o bohaterstwie żołnierzy formacji granicznej II Rzeczpospolitej. /Koniec blockquoteu/.

*Wytłuszczenia druku, powyżej i poniżej , dot. jednostki szer. Stefana Stobnickiego.

Co się działo z szer. Stefanem Stobnickim z I baonu 163 pp Czortków w rejonie Końskiego?

Wg wszelkich ustaleń właśnie w zamieszaniu w walkach w Lesie Kazanowskim pod Końskiem do niewoli niemieckiej trafia grupa żołnierzy z I baonu 163 pp z Czortkowa odciętych od macierzystego pododdziału w godzinach popołudniowych po silnym ostrzale artyleryjskim i zniszczeniu taborów przez Niemców. Szeregowcy nie byli zapoznawani z planami działań nawet szczebla kompanii – stad relacje ich nie są zbyt ściśle powiązane z materiałem dokumentacyjnym walk we wspomnianym rejonie. Dynamika działań była tak duża, że sami dowódcy plutonów gubili się w rzeczowej i faktycznej ocenie sytuacji. Rozbrojenia grupy żołnierzy w składzie około 12 ludzi dokonał podoficer Wehrmachtu dowodzący plutonem . Wcześniej zresztą widząc beznadziejną sytuację i nie posiadając już amunicji ( i widząc okrążających ich Niemców) żołnierze polscy odłożyli broń i wyrzucili w zarośla zamki karabinów. Przez co w czasie brania jeńca nie doszło do przypadkowej , niepotrzebnej śmierci żołnierzy polskich. Podoficer niemiecki był bardzo zdenerwowany i wymachiwał pistoletem przed nosem żołnierzy siedzących na ziemi. Wśród tych żołnierzy znajdował się szer. Stefan Stobnicki.

Tymczasem co się działo w macierzystej jednostce KOP w Czortkowie w dniu 17 września 1939r.?

Pierwszą reakcją na agresję sowiecką, w KOP Czortków poza szalonym zaskoczeniem i przygnębieniem, było: "walczyć!". Dowódcą pułku KOP "Podole" (czasem określanego jako Pułk KOP "Czortków"), był ppłk. Marceli Kotarba toczący walkę z wojskami sowieckimi częściowo już od 2.00 17. 09. 1939.
Według meldunku ppłk. Kotarby do Naczelnego Dowództwa już we wczesnych godzinach rannych 17. IX, na odcinku Borszczów zniszczono dwa czołgi sowieckie. Przed południem 17. IX oddziały KOP musiały opuścić Czortków. W samym mieście nie doszło do żadnej walki. Z jakichś względów w „II oddziale” KOP w Czortkowie pozostało kilka podoficerów z administracji i jeden z nich popełnił samobójstwo w biurze (nazwisko nieznane).

W niewoli

Grupy żołnierzy wziętych do niewoli były ładowane na transport kolejowy i po kilku dniach dotarły do obozu Lamsdorf (Łambinowice), skąd rozdzielano transporty jeńców dalej w głąb Rzeszy Niemieckiej. Szer. Stefan Stobnicki otrzymał nr jeniecki 13380 i dołączony został do transportu jadącego w kierunku Bawarii. Prawdopodobnie jeniec Szer. Stobnicki był kilka dni w Willenedorf w Austrii – ale nie był to obóz tylko miejsce przeładunku. Właściwym obozem docelowym był Stalag XIII D Nürnberg-Langwasser. Komendantem  "Stalagu XIII D Nürnberg-Langwasser" był pułkownik Pelet. Mieścił się on na obszarze niezabudowanym, (dziś są tam dzielnice mieszkaniowe) był tam obóz szturmowców nazistowskich z S.A., obóz więźniów, a natychmiast po agresji na Polskę w 1939 - używany był przez Wehrmacht, jako obóz internowania („Ilag” – Internierungslager) i szybko przekształcony w stalag.

Liczba osadzonych wynosiła 150000 w baraku mieściło się 200 osób.Były tu wszystkie nacje: Polacy, Holendrzy, Belgowie i Francuzi, brytyjscy żołnierze byli skoncentrowani w innych obozach, głównie we wschodniej części Rzeszy. Od początku używano żołnierzy -jeńców wykwalifikowanych w zawodach przydatnych do  przemysłu w "Arbeitskommando der Wehrmacht".  Inni używani byli do pracy jako parobkowie w obszarach wiejskich. (U bauerów). Rozwiązanie "Stalagu " Norymberga-Langwasser nastąpiło w sierpniu 1940 r. ze względu na tworzenie mniejszych jednostek łatwiejszych do kontroli i rozmieszczonych w większej odległości od siebie "Wehrkreis".  W rezultacie powstały 3 nowe "Stalagi”:

Stalag XIII A Hohenfels

Stalag XIII B Weiden

Stalag XIII C Hammelburg Hammelburg (Dolna Frankonia) - komendant Oberstleutnant Behrens

Po niemieckiej agresji na Związek Radziecki miliony żołnierzy Armii Czerwonej dostało się do niewoli i Niemcy wykorzystali ich do pracy w niemieckim przemyśle ( szeregowych i oficerów) , bo ZSRR nie podpisał Konwencji Genewskiej.

"Stalag XIII D był silnie uszkodzony przez alianckie naloty i później był miejscem chaotycznych ewakuacji i transportów z innych obozów.

Kilka wspomnień z obozu:

Wspomnienia z pobytu w stalagach nie należą do przyjemnych i każdy zwykły żołnierz stara się wymazać z pamięci dręczące obrazy, wspomnienia głodu i chorób, pogardy zwycięzców, niepewności losu. Nikt przecież nie wiedział kiedy wojna się skończy. Odcięty był od informacji o najbliższych - jakkolwiek poczta obozowa funkcjonowała z cenzurą. Wiadomości ze świata nie docierały do jeńców, a o kondycji wojsk niemieckich można było się domyśleć z postawy strażników. Czym bliżej znajdowali się alianci - tym grzeczniej zachowywali się strażnicy i komenda obozu. Jedzenie było podłe, zresztą które państwo karmiło wtedy jeńców odpowiednio. Zupa składała się z wody i kawałków brukwi. Główną chorobą w obozie był dur brzuszny, czerwonka. Wielu jeńców umierało z powodu komplikacji chorób i niedożywienia. Twardą walutą w obozie były papierosy. Jeniec Stobnicki przypomina lato – po przeniesieniu do stalagu Hammelburg – gdzie była jeszcze trawa. Po dwóch dniach – trawa była wyjedzona. Po drugiej stronie drutów był jeszcze pusty obóz dla Francuzów – gdzie była piękna soczysta trawa. Gdy wreszcie pojawili się tam jeńcy francuscy – śmiali się z Polaków – że jedzą trawę. Za dwa tygodnie i u Francuzów trawa znikła...Jeńcy zachodni dostawali jednak później  dużo paczek – od rodzin i z Czerwonego Krzyża- mieli więc sporo papierosów i słodyczy. Jeniec Stobnicki pracował raz u jeńców z Francji przy remoncie kanalizacji. Dostał od nich dużą ilość ciasteczek – bardzo delikatnych, tzw. „bisquits” – którymi wypchał nogawki spodni i rękawy munduru. Strażnik przy wejściu do części polskiej – zauważył to. Wziął kij i zaczął tłuc go po nogawkach i rękawach - aż ciasteczka zamieniły się w pył i wysypały na ziemię... Reszta strażników miała świetną rozrywkę przy tym – śmiali się rechocząc i wykrzykując jakieś germańskie gardłowe okrzyki. Później strażnik powiedział – że jak chce może to zjeść z drogi. Jeniec Stobnicki gdy był chory – i zwolniony był z ciężkich robót kilka razy pracował w budynku poczty stalagu , gdzie szefem był stary niemiecki podoficer – któremu jeniec naprawiał rower. Szeregowiec znał się na tym dobrze i podoficer był zadowolony. Wachman jednak robił kanty z przychodzącymi paczkami i jeniec Stobnicki unikał pracy w tej placówce. By nie narazić się kolegom , a również „szefowi”. Jeńcy dobrze wspominali lekarza obozowego – niemieckiego kapitana – który traktował ich po ludzku . Jeniec Stobnicki Stefan rozkazem komendanta został odkomenderowany wraz z innymi niewolnikami do pracy o bauera. Jeden bauer dostawał tylko jednego robotnika – by nie stanowili problemu dla Niemca. Wykorzystany był za to - za trzech . Bauer jednak dawał dobrze jeść i jeniec Stobnicki szybko doszedł do zdrowia – mimo ciężkiej pracy w polu i obejściu. Jadł posiłki w tym samym czasie co rodzina bauera – za otwartymi drzwiami do sieni (musieli go widzieć cały czas). Mógł jednak jeść i pić – ile chciał. Miał początkowo trudności z końmi – które go nie słuchały. Były to ogromne i silne konie. A szer. Stobnicki nigdy nie był rolnikiem – pochodził z miasta i roboty w polu musiał się dopiero uczyć. Jednego razu – gdy już konie nabrały do niego zaufania i pracowały spokojnie – jeniec szer. Stobnicki dostał znienacka w twarz od samego gospodarza. Początkowo chciał mu oddać – ale wizja dyndania na sznurze – ochłodziła jego zapędy. Bauer jednak nie uderzył go za darmo. O godz. 12.00 – gdy z wieży kościelnej rozlegał się dzwon na Anioł Pański – konie miały pół godziny odpoczynku. Nie chodziło o jeńca – a o konie. I dlatego jeniec nr 13380 – pamiętał już potem o przerwie.W pole dostawał drugie śniadanie w płóciennym woreczku – który gospodyni przywiązywała koniowi do uprzęży przy pysku konia . Chodziło o to by niewolnik nie dotknął czasem jej ręki przy odbieraniu jedzenia.Dużym niebezpieczeństwem były córki gospodarza. Młode, szerokie w biodrach i piersiaste ładne Niemki. Zaczepiały jeńca ( jak już nabrał trochę ciała) często – bo młodzi mężczyźni byli na wojnie – a dziewczęta miały swoje potrzeby. Stefek nigdy jednak nie uległ pokusie – groził za to stryczek – a dziewczynom ostrzyżenie włosów , chodzenie z tabliczką na szyi po wsi i potem – obóz koncentracyjny. Gdy alianci zaczęli zbliżać się do obszarów obozów – władze obozowe rozpoczęły sukcesywne zwalnianie jeńców. Szer. Stefan Stobnicki – korzystając ze znajomości niemieckiego, poprzez Austrię i Czechy - po wielu niebezpiecznych perypetiach na dworcach kolejowych dotarł do swojego miasteczka na południowym wschodzie Polski. Szeregowemu Stobnickiemu udało się znaleźć po zachodniej stronie linii Curzona.

 © Marek Mozets        2009r.

Literatura

Erika Sanden: Das Kriegsgefangenenlager Nuernberg-Langwasser 1939-1945. Erika Sanden: Das Kriegsgefangenenlager Nurnberg-Langwasser 1939-1945. Nuremberg Norymberga 1993. Bawaria.                                    

 

 

 

Mozets


Proszę moderatora o usunięcie tego wpisu z forum. Nie wiedziałem, że powiodła się próba zamieszczenia artykułu w dziale wspomnienia. Dziękuję z góry. M.Mozets (2013/02/23 12:11)