Fort Bema zniszczona armata

/ 10 odpowiedzi

Dzisiaj na forcie Bema zastałem taki obrazek...

Czy jest ktoś kto może się tym zająć?

w sumie... to bez komentarza...

harnas


Eh szkoda mówić  jeden   chce coś zrobić  i idzie na to ciężka kasa  ,a drugi   rozwali -  ludzka głupota  i buractwo  nie ma granic (2012/05/23 20:53)

Gordon


Bezmyślność i głupota ludzka nie ma granic. Ogromna szkoda, iż zniszczono armatę, która kosztowała wiele godzin pracy.

(2012/05/24 21:23)

Gordon


Bezmyślność i głupota ludzka nie ma granic. Ogromna szkoda, iż zniszczono armatę, która kosztowała wiele godzin pracy.

(2012/05/24 21:48)

formoza58


Kosztowała wiele godzin pracy...i przez prawie rok cieszyła swym widokiem na pozycji.Ale wiecie co?Tak myślę,że należałoby tą urwaną lawetę przytwierdzić w miejscu,w którym aktualnie "poległa" leży,aby była świadectwem,że nie tylko wojna wywołuje najpodlejsze instynkty. (2012/05/24 22:50)

WachmistrzKOP


Nie tylko wojna? Zwłaszcza nie wojna Krzychu. Dwie wojny światowe nie przyniosły tyle strat Twierdzy Osowiec ile rozkradli i zniszczyli miejscowi przez 8 lat tuż po wojnie kiedy Twierdza nie miała garnizonu. (2012/05/24 23:05)

formoza58


Racja,święta racja,Krzychu...Podobnie "robiło" się po 1989 (podczas redukcji armii),kiedy zajaśniała "jutrzenka wolności".W momencie,kiedy z koleji wojsko opuszczało garnizon,znikało wszystko,co mogło się przydać,przy okazji niszcząc wszystko to ,co stało na przeszkodzie demontażowi...Tyle,że w przypadku nieszczęsnej armaty w Forcie Bema,echch...można to różnie zakwalifikować,mnie cisną się słowa,których nie przytoczę,ponieważ w jednej chwili "po ojcowsku" zareaguje Moderator ;-) (2012/05/25 10:06)

Mozets


Wachmistrz KOP cytuję: ///Nie tylko wojna? Zwłaszcza nie wojna Krzychu.///

****************************************************************

Istotnie. To są efekty marszu kultury - jak to ja naywam "bizantyjsko-stepowej" , która z kazachami, mongołami, i całym tym wszechzwiązkowym tatałajstwem przeciągnęła dwukrotnie przez Polskę. "Na Bierlin" i abarotno. Nie mówię o zaborach - bo te np. w zaborze austriackim i niemieckim nawet w pewnym sensie podciągnęły kulturę techniczną tubylców w górę. Niemcy opuszczając teren grabili wszystko co cenne ( kranów ze ścian nie wyrywali). Sowieci grabili dosłownie wszystko -  na odchodne gwałcili i palili.( Połowa byłej NRD ma rosyjskie kości policzkowe...) I to jest ta "subtelna" różnica. Wskutek zaprowadzenia w naszym kraju moralności bolszewickiej - wszystko co jest posprzątane, czyste, poukładane - jest podejrzane. Jak u "porządnego" gospodarza dawniej. Kury miały chodzić po całym podwórku ( i s...ć gdzie popadnie) płot dziurawy i krzywy, graciarstwo w całym obejściu, pług rzucony byle gdzie, gnojownik koło studni i okna itp.itd.etc. Do dzisiaj mój sąsiad z góry smarka na klatce pod moimi drzwiami w tzw. "2 palce". Synowie sąsiadki z 4 piętra sikają w klatce , 2 "danie" w piwnicy, na ławce siedzą z nogami na miejscu do siedzenia i butelki po piwie i wódce rzucają dookoła. To są właśnie efekty wytrzebienia kultury szlacheckiej , ziemiańskiej, inteligenckiej. I zaprowadzenia "kultury" włościańsko-proletariackiej.

(2013/03/11 14:39)

Kaczor39


Zastanawiający jest fakt że laweta armaty to nie deseczka którą można złamać na kolanie tylko potężny gruby kawał drewna w dodatku okuty blachą, więc rodzi sie pytanie jakiemu kretynowi chciało się włożyć tyle wysiłku żeby to zniszczyć ? (2013/03/11 16:09)

Stary Kojot


Trzoda słowiańskich bydląt, niezdolna do samodzielnego życia... (2013/03/11 19:05)

Mozets


Coś o kulturze technicznej krajów azjatyckich. I poszanowaniu mienia, paliwa itp. .  Urywek z książki "Trepy". Rzecz dzieje sie na poligonie Kapustin Jar. Tak było za UW - nie wiem jak jest dzisiaj - niewiele chyba się zmieniło.

******************************************************** 

 

Dostał polecenie zatankowania w rosyjskim punkcie, na stepie. Mógł się przydać tylko kompas. Mapa była nieprzydatna, jeśli na olbrzymim obszarze nie było żadnych dróg, drzew, wzgórz i najmniejszego punktu orientacyjnego.

Patelnia stepu.

Doradzono mu by jechał wzdłuż linii telefonicznych, które leżały wprost na ziemi. Trafił bezbłędnie. W stepie stała niewielka rozpadająca się budka z desek. Dystrybutor jak z filmów o Rewolucji Październikowej - żadnej końcówki obgryzionego węża,  który leżał w piasku. Nie było nikogo. Zaczęli wołać, szukać, wreszcie jak spod ziemi pojawił się mały, nieogolony żołnierz ze

skośnymi oczami, w burej  watówce zamiast munduru. Coś zaczęło pod ziemią parkotać. To musiał być agregat prądotwórczy. Nie było tam przecież żadnej linii elektrycznej. Kazach włożył wąż do baku ( cały czas z petem w ustach)   i zniknął. Szybko benzyna zaczęła się wylewać z pełnego prawego baku. Kazacha nie było i nie można było wyłączyć pompy. Kierowca szybko zawrócił i podstawił drugi bak. Teraz

nie było już co podstawić - benzyna niknęła w suchym jak pieprz  podłożu,  a Kazacha dalej „niet”. Nie liczył ile to trwało, nie kazał tylko zapalać papierosa, ani silnika. Kazach znowu jak duch pojawił się przed nimi. Wymyślał mu po rosyjsku – jakie to marnotrawstwo. Kazach spokojnie wysłuchał, rzucił wąż w piasek  i stwierdził:

U nas bienzin mnoho”.

(2013/03/15 20:45)