Co to była za ksiązka?

/ 5 odpowiedzi
Witam,

Szukam książki, którą kiedyś przeczytałem, bardzo mi się podobała i chciałbym do niej wrócić ale nie pamiętam ani tytułu ani autora.

Były to wspomnienia przedwojennego młodszego oficera. Przy czym autor skoncentrował sie na opisie nauki w szkołach kadetów, następnie szkole podchorążych i służby w garnizonie. Wspominania kończą się w momencie wybuchu II wojny światowej, autor jako podporucznik lub porucznik walczył na Pomorzu (nie wiem czy nie na Helu) ale tego już nie opisuje pisząc, że walki opisali już inni, pewnie lepiej.

Może napiszę więc co pamiętam, takie bardzo luźne i dziwne skojarzenia:
- szkoła kadetów: nauczyciel przyrody, który potrafił z pamięci narysować na tablicy szkielet konia, moda kadetów i rózne nieformale przeróbki mundurów np. dłuższe daszki,
- podchorążówka: urwane guziki przypinane na zapałki, pierwsze golenie u fryzjera i żart tegoż że przez lupę szukał zarostu u bohatera,
- garnizon: podrywanie panienek, finansowe zaciskanie pasa i konieczność kompletowania sprzętu za własne pieniądze, ordynans z Huculszczyzny, problemy żołnierza hojnie obdarzonego przez naturę (!!!)

Czy coś to komuś przypomina? To była naprawdę fajna książka o tym jak wyglądało zwykłe codzienne życie młodego oficera.



Redakcja


„W naszym pułku obowiązywała twardo przestrzegana zasada: do godziny 24 porucznicy i podporucznicy tańczyli tylko ze starszymi paniami. Dopiero po północy młodzież oficerska miała czas, aby emablować młodsze” – wspominał Grzegorz Cydzik, oficer 13. Pułku Ułanów Wileńskich. „Starsze panie z natury rzeczy nieliczące już na to, że jeszcze mogą się dobrze bawić, tańczyły jak za dawnych młodych lat, a po powrocie do domu z najgłębszym przejęciem opowiadały o świetności balu ułanów wileńskich” – wyjaśniał Cydzik. Tańce ze starszymi paniami oficerowie nazywali przesuwaniem szafy.

Wspomnienia Grzegorza Cydzika o służbie tatarów w 13. Pułku Ułanów Wileńskich

Słynny jak na owe czasy 1. Szwadron Tatarki 13-ego Pułku Ułanów Wileńskich był egzotyczną formacja wojskową, która reaktywowano go po trzynastoletniej przerwie w roku 1933 na skutek usilnych starań społeczności tatarskiej, zamieszkałej w granicach II Rzeczypospolitej. Ułani tatarscy nosili barwy 13 Pułku, a na proporczykach mundurów i płaszczy mieli pozłacane metalowe półksiężyce z gwiazdą. Kawaleryjskie proporczyki na lancach zwykle były z tkaniny bawełnianej, ale społeczeństwo tatarskie dla wyróżnienia swoich ułanów sprawiło im proporczyki jedwabne, a półksiężyc i gwiazdę wyhaftowano złotym szychtem.

Oprócz proporczyków na lancach ufundowano też swemu szwadronowi buńczuk, podobno wykonany na wzór używanych ongiś przez chorągwie tatarskie w służbie Rzeczypospolitej. Buńczuk miał duży, bardzo okazały, pozłacany grot. Poniżej grotu umieszczono trzy stopniowo zwiększające się krążki z dzwoneczkami, każdy w innym tonacji. Przy potrząsaniu buńczukiem dzwoneczki dawały ładny akord. Do grotu były przymocowane frędzle symbolizujące dwa ogony końskie: jeden biało-czerwony drugi zielony - mahometański.

Najbardziej kłopotliwym problemem do rozwiązania były sprawy uzupełnień. Po prostu początkowo nie było tylu poborowych Tatarów, aby można wypełnić nimi szeregi szwadronu. Mimo że komisje poborowe w całym kraju otrzymały od ministerstwa rozkaz, by wszystkich rekrutów pochodzenia tatarskiego lub wyznania mahometańskiego kierować wyłącznie do 13. Pułku Ułanów, jesienią 1934 roku przybyło zaledwie około 30 wyznawców Proroka.  Brakującą liczbę trzeba było uzupełnić ułanami innych narodowości. Kiedy dowódca szwadron, rotmistrz Jan Tarnowski, ubolewał przed dowódcą pułku, że brak mu Tatarów do pełnego etatu, podpułkownik Czesław Chmielewski z właściwym sobie poczuciem humoru odpowiedział: „Panie rotmistrzu, proponuję, aby w miejsce brakujących Tatarów wziął Pan Żydów. I jedyni, i drudzy są przecież obrzezani, przynajmniej w ułani będą mieli wspólną, cechę„. 

Dopiero w drugim roku istnienia szwadronu zebrało się na obu rocznikach koło 60 procent rodowitych Tatarów i mahometan. Nie było jednak żadnego oficera ani podoficera pochodzenia tatarskiego. Służący w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich rodowity Tatar, rotmistrz Aleksander Jeliaszewicz, głęboko zżyty ze swą macierzystą jednostką, nie kwapił się z przejściem do szwadronu dobiegała mimo wielokrotnych propozycji. Bodaj dopiero w 1938 roku uległ i przeniósł się do 13. Pułku Ułanów, by objąć dowództwo szwadronu tatarskiego. Dowodził nim w wojnie obronnej w 1939 roku, jako ostatni dowódca chyba w historii polskiej kawalerii szwadronu tatarskiego".

Aleksander Jeliaszewicz rotmistrz

Swoisty kłopot wynikł w szwadronie z odmawianiem porannej i wieczornej modlitwy, która w ówczesnym Wojsku Polskim była, obowiązkowa. Ułani wyznań chrześcijańskich razem stawiali do odśpiewania na apelu porannym pieśni, Kiedy ranne wstają zorze..., a na wieczornym Wszystkie nasze dzienne sprawy..., mahometanom trzeba było wyznaczyć osobną salę, gdyż swoje modły odprawiali na siedząco „ po turecku" na kocach. Społeczeństwo tatarskie zamierzało dla swych podopiecznych specjalne dywaniki modlitewne, które w ciągu dnia miały dekorować ściany świetlicy szwadronowej, a rankiem i wieczorem służyć do odprawiania modlitwy.

Decyzja o utworzeniu szwadronu tatarskiego była zdaniem korpusu oficerskiego pułku trafna i słuszna, szczególnie ze względu politycznych, gdyż repolonizowała Tatarów i zaspakajała ich ambicje narodowe. Poza tym opieka społeczeństwa tatarskiego nad szwadronem zbliżała je do nas, wiązała z naszym Pułkiem i naszą armią.
Po paru miesiącach prace organizacyjne dobiegały końca. Kadra i ułani zżyli się ze sobą, a szwadron tatarski zaczął się wyróżniać wynikami w wyszkoleniu, zdyscyplinowaniem i prezencją. To ostatnie chyba zdecydowało, że dowódca brygady wyznaczył szwadron tatarski, jako honorową asystę w czasie składania serca marszałka Józefa Piłsudskiego na cmentarzu w Wilnie. Śniada cera i lekko skośne oczy Tatarów, starannie dopasowane umundurowanie, białe skórzane rękawice z muszkieterkami mankietami, białe
POSZÓSTNE ładownice i białe wszystkie rzemienie rynsztunku tworzyły piękną całość.

W czasie działań wojennych w 1939 roku szwadron tatarski mężnie i ofiarnie wykonywał postawione mu zadania. Niechże, więc przetrwa pamięć o ułanach, o których kiedyś śpiewano:

Na łbie księżyc, niżej gwiazda - to Tatarska nasza jazda..."

Grzegorz Cydzik, rotmistrz

Ułani Ułani

(2012/05/14 14:36)

Regent


Nie bardzo wiem co chciałeś mi przekazać swoją odpowiedzią :-/ (2012/05/16 12:20)

(ks)


Myślę że chodzi o książkę Sławomira Lindnera „Ale serce boli. Wspomnienia starego kadeta”, Pax 1983.

Ukończył KK w Rawiczu, SPP w Ostrowi Maz., służył w 55 pp w Lesznie, 16 batalionie KOP w Sienkiewiczach. W 1939 roku brał udział w obronie Helu.

Wspomnienia świetne, polecam wszystkim zainteresowanym WP II RP.

(2012/05/17 23:22)

kiler


Dokładnie tak, chodzi o Sławomira Lindnera. Jedne z lepszych wspomnień przedwojennego oficera piechoty (a może lepiej powiedzieć pieszego kawalerzysty ;-) ). Warto dodać, że po wojnie został aktorem (wystąpił m.in. w "Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni").

(2012/05/18 09:51)

Regent


Wielkie dzięki! :-)

Zapamiętałem tę książkę z dawnych nastoletnich czasów. Z wielką przyjemnością do nie wrócę. (2012/05/21 14:09)