Wiersze o katyniu - Wiersze o zbrodni katyńskiej - forum dobroni.pl

dobroni.pl


utworzono: 2010/03/29 20:00

Wiersze o katyniu - Wiersze o zbrodni katyńskiej


II Wojna Światowa » Wojsko Polskie »

Witam! Potrzebuję wierszy o zbrodni katyńskiej (tytuł, autor, treść). Potrzebne mi są w miarę szybko. Z góry dziękuję :)

 


zgłoś naruszenie
#2397
wysłano: 2010/03/29 20:54

Katyń

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej - do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi -
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży -
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi - więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła...

"O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci..."

Jacek Kaczmarski
29.8.1985


zgłoś naruszenie
#2398
wysłano: 2010/03/29 20:55

WIERSZE KATYŃSKIE.

Malwina Zofia Schwieters

MATKOM OFIAR KOZIELSKA, 
STAROBIELSKA, OSTASZKOWA.

Przemów do mnie Chryste, 
Wszak matka Twa Święta
   Niepokalanego Poczęcia była

A skąd u mnie grzesznej ma znaleźć
się siła 
Na ten bezmiar boleści. 
Jam też syna miała.
Na chwałę Twoją jamże go chowała 
A on dziś w grobie
nieznaczonym leży.

Przemów do mnie Chryste, 
Bo mózg nie pojmuje, 
Dlaczego kwiat walorów
   W swym pięknym rozkwicie 
Tam, w lesie katyńskim 
Przypłacił je życiem. 
W czym była ich wina? 
Wszak sam wróg ich przyzna

Że hasłem ich wszystkich był -
    -Bóg i
Ojczyzna.-

Przemów do mnie Chryste, 
Lub niech tu się skończy
 
   ta pielgrzymka moja, 
Bo usta nie wyszepcą 'Bądź wola Twoja' 
Taka mnie boleść przejmuje straszliwa.
Czy mało jest ofiar od wieków zarania?

                          ***

A wtedy drgnęła Głowa Boleściwa.

                          ***

Bądź pomna, bez śmierci nie ma 
     Zmartwychwstania. 
Oni już z kurzu waśń ziemskich obmyci 
Przed Ojca mego majestatem stają 
A tobie, jak matce mej własnej pod
Krzyżem
Na znak mojej łaski Jana Pawła daję.
    Niech on ci będzie Synem i ostoją 
A jemu rzeknę — Synu, oto Matka Twoja. --

* Wiersz napisany na obchód 40-tej rocznicy Zbrodni katyńskiej.




zgłoś naruszenie
#2399
wysłano: 2010/03/29 20:56

WIDMO KATYNIA.

Cieńmy bór - 
Nogi grzęzną w topniejącym śniegu,
I słońce wyzute z wiosennych promieni;
Polskich mundurów przesuwa się sznur. 
Już i Łaska Boża nie pr
zenika cieni.

Myśli skazanych znasz tylko Ty, Panie, 
A chwila jest krótsza niż mod
ły w Ogrójcu.
O Jezus, Maria! Krzyk grozy zdławiony 
I strzał po strzale pod czaszką stłumiony, 
I twarze skrzepłe sowieckich zabójców. 
      Krew sączy się w mundur 
      Krew ciepła
, wciąż ciepła.

                          ***

Aniele Stróżu, wywiedź mnie z piekła!

                         ***

Echo strzałów w Katyniu grzmotami wciąż bije. 
I krew na mundurach jak
stygmat jest świeża
Gdzie groby nieznane Polskiego Ż
ołnierza
I każdy stracony - a przecież wciąż żyje.

                        ***

Boże, przez mękę, mękę konania 
Daj ich Ojczy
źnie Brzask Zmartwychwstania, 
Wesprzyj w słabnących wolę dotrwania

A im daj w raju odpoczywanie, 
Niech Twej Miłości zadość się stanie.

            Amen


               KATYŃSKI LAS

Księdzu Prałatowi Zdzisławowi Peszkowskiemu.

Las, gdzie Matka Boska płacze 
A droga tam wiedzie z daleka 
Od kontynentów przez morza

Przez różne
podgwiezdne
szlaki 
I mgły łez - jak wędrowne ptaki 
I perełki modlitw tułacze. 
Tam stanąłeś.

I kapłańską pełniąc ofiarę 
Na tej ziemi Golgotą bolącej, 
Kiełkującej Polski odrodzeniem, 
Rzekłeś Boże słowa przebaczenia -
- Tak i nasze odpuść przewinienia -
Wszak wypiliśmy Ogrójca czarę.
I tam trwasz.

                     ***

Otrzyj łzy Patronko Żołnierzy, 
Rozświeć las takim blaskiem łask 
Iżby łuną rozbłysły po świecie! 
Zatwardziałe rozegrzały
serca 
Wiodąc je do leśnego kobierca -
Do prochów Polskich Rycerzy 
Wieczną pełniących Ci straż.


                       WESTCHNIENIE I BÓL

Przez pół wieku nie było pomnika 
Była miłość i pamięć i żal -
Przez pół wieku nie było prawdy 
Była wiara i bezkresn
a dal....
I wspomnienia........ .
Bezgraniczny serca ból.

Dziś jest ziemi męczeńskiej garsteczka
Jak w zaczynie życiodajna sól. 

                                + + +


Malwina Z. Schwieters. Auckland, Nowa Zelandia

 





zgłoś naruszenie
#2400
wysłano: 2010/03/29 20:57

Na przełomie kwietnia i maja mija kolejna rocznica katyńskiego mordu,
 popełnionego w r. 1940 przez stalinowskich oprawców na polskich oficerach.
 Tym kilkunastu tysiącom ofiar, zdradziecko zamordowanych strzałem w tył głowy
 poświęcił swój wzruszający wiersz - świadek tamtych czasów – lwowianin Marian Hemar.

Katyń

Tej nocy zgładzono Wolność 
W katyńskim lesie...
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień.

Związano do tyłu ręce, 
By w obecności kata 
Nie mogła ich wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.

Zakneblowano usta,
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogła błagać o litość,
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.

By zmartwychwstać nie mogła,
Ni dać znaku o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił

Tej samotnej mogiły,
Tych prochów i tych kości –
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

                - - -

Tej nocy zgładzono Prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie...

Bo tylko księżyc niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było...

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni...

Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę...

Bo tylko ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby – gdyby umiała.

                - - -

Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie...
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.

Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami –
Jak inni – z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa – czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?

Czemu – jeśli istnieje –
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi , nie karze kata?

                - - - 

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną...

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jakby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.

 

                I tylko p a m i ę ć została
                Po tej katyńskiej nocy...
                Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,
                Nie chciała ulec przemocy

                I woła o s p r a w i e d l i w o ś ć
                I p r a w d ę po świecie niesie –
                Prawdę o jeńców tys
iącach
            Zgładzonych w katyńskim lesie.  

***


zgłoś naruszenie
#2401
wysłano: 2010/03/29 20:58

Na przełomie kwietnia i maja mija kolejna rocznica katyńskiego mordu,
 popełnionego w r. 1940 przez  stalinowskich oprawców na polskich oficerach.
 Tym kilkunastu tysiącom ofiar, zdradziecko zamordowanych strzałem w tył głowy
 poświęcił swój wzruszający wiersz - świadek tamtych czasów – lwowianin  Marian Hemar.

Katyń

Tej nocy zgładzono Wolność 
W katyńskim lesie...
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień.

Związano do tyłu ręce, 
By w obecności kata 
Nie mogła ich wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.

Zakneblowano usta,
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogła błagać o litość,
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś  przesiąkniętą.

By zmartwychwstać nie mogła,
Ni dać znaku o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił

Tej samotnej mogiły,
Tych prochów i tych kości –
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

                - - -

Tej nocy zgładzono Prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie...

Bo tylko księżyc niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było...

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni...

Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę...

Bo tylko ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby – gdyby umiała.

                - - -

Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie...
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.

Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami –
Jak inni – z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa – czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?

Czemu – jeśli istnieje –
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi , nie karze kata?

                - - - 

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną...

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jakby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.

 

                I tylko  p a m i ę ć  została
                Po tej katyńskiej nocy...
                Pamięć  n i e  d a ł a  się zgładzić,
                Nie chciała ulec przemocy

                I woła o  s p r a w i e d l i w o ś ć
                I  p r a w d ę  po świecie niesie –
                Prawdę o jeńców tys
iącach
            Zgładzonych w katyńskim lesie.  

***


zgłoś naruszenie

Reklama

#2402
wysłano: 2010/03/29 20:58
liwinski Ronald

Katyń

Gdy musieliśmy ulec nawale,
Niemieckiej siły, bo nas zepchnięto,
Gdy walczyliśmy we krwi i w chwale,
Znienacka bagnet nam w tył wepchnięto.

Rany, bolesne tym bardziej były,
Że je słowiańskie ręce zadały,
Że znowu w hańbie i łzach brodziły,
Darły bestialsko, wściekle szarpały.

Mało im było nas sponiewierać,
Bólem porażki, nędzą cierpienia.
Tysiące wzięli aby rozstrzelać,
W przypływie szału zezwierzęcenia.

Gdy mnie żywego do grobu kładli,
Ze związanymi z tyłu rękoma,
Rzuciłem klątwę: "By trupem padli",
Za taką masę, która tu kona.

Niektórych oddech szybki słyszałem -
Gdy mi do głowy broń przyłożyli -
Spiąłem się mocno, na ciele drżałem.
Tamci zamilkli, bo już nie żyli.

Później, gwałtownie ciemność nastała,
A po niej jasność wielkiej światłości,
To brać anielska w Niebie witała,
Nas, oficerów ofiar podłości.

Spisku i zemsty armii sowieckiej,
Która z Hitlerem pakt ułożyła,
O akcji skrytej, wojnie zdradzieckiej,
Później zdradzonej sama krwawiła.

My, martwi chcemy by pamięć żyła,
Wraz z ziemią, naszą krwią obryzganą,
Aby w umysłach na zawsze była:
Zbrodnia Katyńska - nie zapomnian



zgłoś naruszenie
#2403
wysłano: 2010/03/29 21:00
http://tygrysekkochaklaudusie.wrzuta.pl/audio/22DlJ7qJ3k7/


zgłoś naruszenie
#2448
wysłano: 2010/03/31 14:58

Po strzale w tył głowy, pchnięci w dół kolanem,

 Z workami na głowach, związani sznurami,

Las katyński do dziś dźwięczy ich wezwaniem:

"Matko! Polsko Święta nie giń razem z nami".

 




zgłoś naruszenie
#2825
wysłano: 2010/04/21 00:07
Mediom

Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,
będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie,
dzisiaj lekko pobledli i trochę stropieni,
jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej
milczcie!

Nie potrzeba łez waszych , komplementów
spóźnionych
Waszej czerni, powagi, szkoda słów, nie ma co,
dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie wasze androny
wasze żarty i kpiny, wylewane przez szkło.

Bo pamięta poeta, zapamięta też naród
wasze jady sączone, bez ustanku dzien w dzień.
Bez szacunku dla funkcji, dla symbolu, sztandaru?
Karlejecie pętaki, rośnie zaś Jego cień!

Od Okęcia przez centrum, tętnicami Warszawy.
Alejami, Miodową i Krakowskim Przedmieściem
jedzie kondukt żałobny, taki skromny choć krwawy.
A kraj czuje ? prezydent znowu jest w swoim
mieście

Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej.
Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą
Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę
Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!

Marcin W(...)"


zgłoś naruszenie

 

#2831
wysłano: 2010/04/21 18:11

Guziki

[ Pamięci kapitana 
Edwarda Herberta ] 


Tylko guziki nieugięte 
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni 
z głębin wychodzą na powierzchnię 
jedyny pomnik na ich grobie 

są aby świadczyć Bóg policzy 
i ulituje się nad nimi 
lecz jak zmartwychstać mają ciałem 
kiedy są lepką cząstką ziemi 

przeleciał ptak przepływa obłok 
upada liść kiełkuje ślaz 
i cisza jest na wysokościach 
i dymi mgłą katyński las 

tylko guziki nieugięte 
potężny głos zamilkłych chórów 
tylko guziki nieugięte 
guziki z płaszczy i mundurów

Zbigniew Herbert





zgłoś naruszenie

Reklama

#2832
wysłano: 2010/04/21 18:16

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej - do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi -
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży -
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi - więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła...

"O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci..."

Jacek Kaczmarski 



zgłoś naruszenie
#5156
wysłano: 2010/07/03 00:01

"Łapka Niedźwiadka"
Pamięci nieznanego żołnierza z Katynia /1943/

Była tak ważna może nawet święta,
Żeś ją zachował sobie do ostatka,
Że się jedynym stała dokumentem,
Kosmata łapka burego niedźwiadka,

Wierzyłeś w triumf, w swój los bohatera,
Warszawę w kwiatach, paradę w orderach,
Więc jakie czary skrywał jej amulet -
Powrót? Jej uśmiech? Dziecka pocałunek?

Może gdy krew się zmieniła w tesknotę,
Pod cudzym niebem szumiacym wichurą,
Ty ją ściskałeś dziecinną maskotkę,
Łapkę niedźwiadka w kieszeni munduru...,

Spełniła swoje łapka z ciemnej sierści,
Grudka ojczyzny, talizman, unikat,
Zostałeś wolny nawet w chwili śmierci,
Pędzącej kulą z ręki niewolnika.




zgłoś naruszenie

 

strona główna forum


polityka prywatności